Z wizytą w azylu dla świń Chrumkowo w Zajączkowie

z-wizyta-w-azylu-dla-swin-chrumkowo

Jeśli dysponujecie wolnym czasem, jeśli nie macie pomysłu jak spędzić weekend, jeśli nie jest Wam obojętny los zwierząt, jeśli chcecie zrobić coś pożytecznego, to zapraszam Was do azylu dla świń Chrumkowo w Zajączkowie, niedaleko Torunia, w ktorym obecnie stacjonujemy.

O tym azylu dowiedziałam się od męża, który odbierając dla mnie obiadek w Krowarzywa, przy okazji, przyniósl mi do pracy ulotkę właśnie z tego miejsca. Wie on, nie od dzisiaj, że kocham świnki bardzo mocno. I sama, jeśli kiedyś będzie mi dane mieć swój dom z ogrodem, chciałabym jedną zaadoptować. Nie mieliśmy akurat planów na nadchodzący weekend, więc Kuba przedzwonił do azylu z zapytaniem, czy możemy ich odwiedzić w sobotę. Tak też się stało.

Z wizytą w azylu dla świń CHRUMKOWO w Zajączkowie

Nie dość, że miejsce jest azylem dla świnek uratowanych przed śmiercią, to oprócz nich, pomiędzy nogami pokręcą wam się koty perskie, pies Zuza, młoda indyczka, owce, kozy i kury. Zwierzyniec, a więc miejsce, w którym od razu poczułam się jak u siebie.

Akurat odwiedziliśmy azyl w przeddzień transportu kolejnych świnek, tym razem z wrocławskiego zoo, więc ręce do pracy były wówczas niezwykle potrzebne.

W związku z tym, nasze miejskie, niestrudzone pracą fizyczną ręce przeszły niemałą próbę. Nanosiliśmy się wiader pełnych błotka i wody, taczek z piaskiem i kamieniami, ponieważ trzeba było zlikwidować ówczesne miejsce “błotkowego spa” i zrobić nowe, tak, aby samochód z transportem mógł się swobodnie dostać i nie utonął przy tym w błocie. Mimo upału, zmęczenia, wychodzących pęcherzy na dłoniach, czułam moc. Wiedziałam, że robię chociaż COŚ dla tych zwierząt. Chociaż trochę mogę pomóc Kasi i Dobrawce, bo to one na codzień opiekują się azylem.

Krótko o “chrumkowych mamach”

Panie, które na codzień opiekują się tymi świniami, zwierzętami, to kobiety niezwykle ciepłe, ktore są GŁOSEM tych zwierząt. To osoby, które powiedziały NIE przemocy wobec zwierząt, ich eksploatacji bez ich wyraźnej zgody. To niebywałe poznać takie osoby, które walczą każdą częścią ciała o dobro świń, poświęcające im swój czas i energię. Będące dla nich jak rodzina. Podczas gdy dziewięćdziesiąt osiem procent bliskich mi ludzi bzerefleksyjnie podchodzi do tematu wegetarianizmu czy weganizmu. Oczywiście poznane tam kobiety są zagorzałymi wegankami (ja jestem niestety jeszcze wegetarianką, o czym pisałam tutaj, ale w końcu znajdę w sobie więcej dobrej woli, by całkowicie przejść na lepszą stronę mocy). I dobrze jest takich ludzi poznać.

Dlaczego warto tu przyjechać?

Świadomość w Polsce, jeśli chodzi o weganizm, wegetarianizm, krzywdę zwierząt jest niewielka. Edukacja dzieci w tym kierunku jest już w ogóle znikoma. Może warto przyjechać tutaj i poznać te zwierzęta, zanim sięgnie się po kolejnego schabowego?

Może warto zobaczyć jak te świnki potrafią przychodzić na zawołanie, dają się pogłaskać, ba, nawet o to drapanie się proszą. Zobaczyć jakie beztroskie życie wiodą, jak potrafią zaufać człowiekowi, mimo, iż gdzieś w środku mają przed nami, ludźmi, obawy, bo przecież to my wozimy ich na rzeź…

Takie spotkanie może być owocne we wspaniałe decyzje.

Takie spotkanie może być rozwijające, bo poznaje się wspaniałe kobiety, które stały się głosem milczących zwierząt.

Takie spotkanie może być formą relaksu, odpoczynkiem od szybkiego życia, jakie na codzień wielu z nas prowadzi.

Takie spotkanie może sprawić, że zyskacie nowych, zwierzęcych przyjaciół.

Takie spotkanie sprawi, że mit śmierdzących świnek pójdzie w odstawkę, bo świnie nie śmierdzą (pozdrawiam wywąchanego przeze mnie Elka).

Jak pisze Dobrawka, którą mieliśmy przyjemność poznać w azylu:

Istnieje wiele dróg, aby otworzyć serca ludzi na cierpienie zwierząt. Do niektórych trafiają filmy z rzeźni, jeszcze inni zmieniają się poprzez bezpośredni kontakt ze zwierzęciem w sanktuarium. Kiedy tak naprawdę ich dotkniemy, zobaczymy jak bawią się i cieszą się życiem to trudno jest o tym zapomnieć,że czują ból i szczęście tak jak my.”

I może warto pojechać tam i dać sobie szansę na otwarcie swojego serca na cierpienie zwierząt.

My na pewno tam wrócimy. Cieszę się tym bardziej, że i mojemu mężowi się podobało. Mimo jego lęku przed świnkami. Tak jak i ja, wygłaskał te zwierzęta, ta wizyta była dla niego równie rozwijająca, pouczająca i relaksująca, jak i dla mnie.

Jeśli nie możecie tam pojechać, dać trochę swojego czasu, a może macie w nadmiarze trochę monet, to możecie wesprzeć zbiórkę, która właśnie jest przeprowadzana: o tutaj.

Zapraszam do wsparcia azylu dla świnek “Chrumkowo”, a jeżeli znacie podobne miejsca w Polsce, dajcie znać w komentarzach, może gdzieś jeszcze będę mogła zostawić kawałek swojego serca.

Dodaj komentarz