Na czym polega trening uważności?

trening-uważności

Trening uważności pojawił się w moim życiu mniej więcej przed rokiem, wówczas zagubiłam się. Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że działo się to krótko przed ślubem. Zapomniałam w ogóle o sobie, swoich potrzebach i nie poświęcałam sobie wystarczająco dużo czasu. Nadmiar obowiązków, szybkie życie w dużym mieście przyniosło mi taką właśnie niespodziankę. To był trudny czas zarówno dla mnie jak i dla mojego przyszłego męża.

Bywały dni, w których nie chciało wstać mi się z łóżka. Wow, a przecież wydawało się, że miałam wszystko. Kochanego narzeczonego obok, mojego mopsa, pracę, pieniądze. Ale zabrakło w tym wszystkim MNIE. Zabrakło zauważenia własnych potrzeb, własnych marzeń i siebie jako całości.

Większość z nas na pewno miała takie dni, w których leżała w łóżku, siedziała na kanapie, a ich myśli postanowiły krzyczeć jedna przez drugą. Ty starałeś się  je uspokoić, zmusić je do pacyfikacji, a one przybierały na sile.

Ja tak działałam, wyciskałam z siebie siódme poty, aby one dały mi wreszcie spokój, w efekcie czego czułam się coraz słabsza, zrezygnowana, a one jak huczały, tak huczały.

Nie chciało się w ten sposób żyć. Przejęły nade mną kontrolę, w pewnym momencie nie chciało mi się nic. Myśli były naprawdę toksyczne. Wierzyłam w nie wszystkie, a były bezlitosne w stosunku do mojej osoby, mojego przyszłego męża, mojego życia. Sprawiły, że nie byłam obecna we własnym życiu. A uczucie lęku, smutku i stresu potęgowało się we mnie, w takim tempie, że czułam się zupełnie bezradna. Czułam, że nie dam rady sama. Wybrałam się do terapeuty, mimo iż dla wszystkich znajomych i rodziny jest to jakaś ujma, dlatego nie chwaliłam się tym. Na początku wiedział o tym tylko mój przyszły mąż i najlepsza przyjaciółka.

Cała sytuacja była dla mnie obca, trudna i niezrozumiała. Przed chwilą grzecznie obsługiwałam klientów w biurze, a teraz płaczę na fotelu u obcej baby i nie wiem dlaczego jestem taka zagubiona.

Sesje były bardzo pomocne, nie ma co się nad nimi rozpisywać, trafiłam na złotą terapeutkę. Stopniowo zaczęłam rozumieć dlaczego jestem teraz w takim miejscu a nie innym. W jaki sposób dopuściłam się, aż takiego zaniedbania samej siebie, przecież powinnam siebie traktować jak najlepszego przyjaciela, ale niestety nie traktowałam siebie w ten sposób.

Jedną z pierwszych złotych rad, którą dostałam w gabinecie to była praktyka uważności.

Zielonego pojęcia nie miałam co to jest MINDFULNESS, bo to jest właśnie praktyka uważności, i dlaczego właśnie to ma być moim lekarstwem na szalejące myśli we mnie.

Bardzo pragnęłam zmiany, mimo, iż czułam w sobie opór, chęć spędzenia całego dnia w łóżku i dobijania się wszystkim co tylko możliwe, to spięłam się i przystąpiłam do lektury. I co najważniejsze, przystąpiłam do praktyki. Ponieważ uważność to praktyka. Rozpoczęłam mój trening uważności.

Na czym polega trening uważności?

Uważność polega na obserwacji swoich myśli, swojego oddechu. Ale obserwacji pozbawionej oceny, pozbawionej krytyki. Uważność to przeciwdziałanie nakręcaniu się swoimi negatywnymi myślami, zauważeniu tej pierwszej myśli w porę i potraktowaniu jej ze współczuciem i zaakceptowaniu jej. To technika, która sprawia, że traktujemy swoje myśli jak chmury na niebie, które są, a zaraz ich nie ma- odchodzą, odpływają, a my z przyjaznym zaciekawieniem spoglądamy na nie.

Jak to w praktyce wygląda?

Tak naprawdę praktykować uważność można na różne sposoby. Czy to siadając w siadzie skrzyżnym na poduszce czy stołku do medytacji, czy to leżąc na podłodze, czy w drodze do pracy.

Ja, na początku, siadałam w siadzie z skrzyżnym, na karimacie, załączałam płytę, by z moim mentorem rozpocząć uzdrawianie siebie. Taki był plan. Uzdrawianie siebie, brzmi to bardzo poważnie. Ale na poważnie- potrzebowałam zmienić swoje myślenie i swoje życie!

Sztuką w tym wszystkim było to, by usiedzieć chociaż trzy minuty i skupić się przez ten czas na swoim oddechu i nie myśleć o tym wszystkim, co powinnam zrobić, o tym wszystkim co mi się we mnie nie podoba, by uspokoić w tym czasie swoje myśli, ale nie krytykować siebie za każdym razem gdy pojawią się w mojej głowie. Wdech, wydech. Wdech, wydech. W zaskakującym tempie, gonitwa myśli rozpoczynała się po włączeniu płyty. Grunt, to żeby te myśli zauważyć, pokornie i ze współczuciem, zaakceptować je i skoncentrować się na swoim oddechu. W końcu, gdyby nie oddech, nie byłoby nas tutaj.

Za każdym razem gdy moje myśli odpływały gdzieś daleko, delikatnie kierowałam uwagę na oddech. A raczej starałam się. Nie było to łatwe.

I z czasem, wierzcie lub nie, te krótkie epizody medytacji przywracały mi spokój, bo zdawałam sobie sprawę, że moje myśli to nie ja.  Że myśli i uczucia są bardzo ulotne i w konsekwencji to ja podejmuje decyzję, czy ich posłucham czy nie.

Co sprawiło, że zwątpiłam?

Medytowałam już tygodnie, dwa razy dziennie, stopniowo wydłużając sesje. Czułam zmianę. Niedużą, ale czułam. W pewnym momencie jednak usłyszałam głos w mojej głowie: medytacja to zło, jesteś katoliczką, odchodzisz w ten sposób od Boga. O losie, cios, jestem wierząca i praktykująca. Mimo, iż czuję się lepiej, nie postępuję dobrze. Jedni pewnie pomyślą: wariatka, skąd jej to przyszło do głowy, a możecie tak myśleć! Jednak naprawdę ta jedna myśl sprawiła, że zaprzestałam praktyki i znów krytykowałam siebie jak mogłam.

Znów byłam najgorsza ze wszystkich, ta niedobra, ta zła. Jednak w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że medytacja to nie religia! Halo, to że siedzę w siadzie skrzyżnym i się wyciszam, nie znaczy, że zaraz zostanę buddystką. To tylko trening mojego umysłu. I przecież daje mi tylko korzyści! Nie mogłam dać zjadać się przez moje myśli, bo czego się nauczyłam i co pomaga mi do dziś, to stwierdzenie, że myśli są jak plotki w umyśle, czasami prawdziwe ale czasami fałszywe. Przecież nic złego nie robiłam, skupiałam się na oddechu i znajdowałam w ten sposób czas tylko dla samej siebie w tym pędzącym świecie.

Ponadto, w mojej głowie pojawił się obraz, że jestem egoistką. Skupiam się tylko wyłącznie na sobie i myślę za dużo o swoim szczęściu. Więc znów przyszedł czas na karuzelę toksycznych myśli. Po lekturze kolejnej książki, zdałam sobie jednak sprawę, że to nie jest egocentryzm. To dawanie sobie czasu, którego każdy z nas potrzebuje. To krok w kierunku poznania siebie, zrozumienia siebie. A koncentracja na sobie jest ważna, aby później móc skoncentrować się na innych. Tak samo jak nie możesz dać szczęścia innym, póki sam nie będziesz szczęśliwy.

Medytacja w żaden sposób nie sprawiła, że stałam się otępiała, nieobecna, wręcz przeciwnie, zaczęłam wszystkie rzeczy wykonywać w sposób świadomy, a nie na autopilocie.  Nawet taką czynność jak mycie zębów starałam się wykonywać uważnie.

Oczywiście to nie przyszło tak szybko i łatwo jak pstryknięcie palcami.

Warunki sukcesu

Przede wszystkim, żeby trening przyniósł korzyści, potrzebna jest systematyczność. To tak jak z każdym treningiem, jeżeli będziesz chodził na siłownię raz w miesiącu to nie pozwoli Ci to schudnąć zamierzonych pięciu kilogramów.

Ja założyłam, że będę wyciszać się minimum raz w ciągu dnia, wydłużając czas medytacji. Czas piętnastu minut był dla mnie najkorzystniejszy.

Jak widać, nie potrzeba poświęcać na ten rodzaj treningu dużo czasu. Nie jest też skomplikowane usiąść na krześle czy leżeć w łóżku. Grunt to być cierpliwym.

Praktyka uważności pozwala na byciu tu i teraz, docenieniu swojego oddechu, dostrzeżeniu odczuć jakie płyną z jedzenia kawałka ulubionej czekolady, to wszystko sprawia, że życie jest pełniejsze i daje Ci więcej korzyści. Pozwala Ci zerwać z rutyną, wykonywać czynności pełniej, inaczej. Doświadczasz, a przecież życie na tym polega.

Jakie korzyści przynosi medytacja uważności

Przeprowadzono wiele badań potwierdzających, że osoby, które regularnie praktykują, są bardziej zadowolone ze swojego życia i określają swój poziom szczęścia na wyższy, niż osoby, które tej praktyce się nie poddają.

Medytacja obniża poczucie lęku, stresu i rozdrażnienia. Medytacja poprawia także pamięć czy czas reakcji na bodźce.

Osoby praktykujące uważność tworzą bardziej satysfakcjonujące związki, a osobom uzależnionym, które medytują, łatwiej jest pokonać nałóg.

Ponadto udowodniono, że medytacja uważności pozwala skuteczniej walczyć z nowotworem, nadciśnieniem tętniczym, a nawet czymś tak powszechnym jak przeziębienie.

Więcej do przeczytania tutaj: Williams, M i Penman, D. (2014). Mindfulness. Trening uważności. Wydawnictwo: Samo Sedno.

Podsumowując, trening uważności nie sprawił, że jestem teraz szczęśliwa 365 dni w roku. Nadal mam dobre chwile, i te gorsze też. Jednak podchodzę do nich z większą dozą współczucia, akceptuje je, ponieważ wiem, że „panta rhei”, wszystko ulega zmianom.

Trening uważności nie był moim jedynym narzędziem w walce ze stresem i lękiem, którego kiedyś w ogromnych dawkach doświadczałam. O innych napiszę kiedyś indziej, tak, by każdy znalazł coś dla siebie. Mindfulness jednak był dla mnie dobrym wyborem i dlatego o nim napisałam.

A wy, czy rozpoczęliście przygodę z medytacją, czy to nie dla Was? Czy trening uważności nie wydaje się Wam być dobrym sposobem na skierowanie uwagi na swoje odczucia, swoje własne życie i możliwości podniesienia jego jakości?