Pies i noworodek, czyli o pierwszym spotkaniu dwójki moich dzieci

pies i noworodek

Jeśli czytacie trochę mojego bloga, to wiecie, że jestem psią matką, a od niedawna MAMĄ przecudownej Zoi.

Rodzice często się boją pierwszego spotkania psa z malutkim człowiekiem. Ja się nie bałam. W końcu mój psi syn to mops.. Choćby chciał to nie ugryzie, bo sami wiecie jaką kufę ma mops i jak został przez to skrzywdzony przez człowieka. Niemniej, dbając o komfort i dobre samopoczucie psa, należy zawsze przygotować go do spotkania z nowym członkiem rodziny.

 

Jak przygotować psa na spotkanie z noworodkiem?

Od razu mówię- nie jestem psim behawiorystą, ba, nigdy nie korzystałam z jego usług, chociaż postronni widząc mnie na spacerze z nieokiełznanym mopsem, myślami mnie pewnie do niego wysyłają 😀 Chcę tylko wskazać kierunek mopsim rodzicom, w jaki sposób mogą zacząć owe przygotowanie.

  • słuchanie odgłosów płaczu, głużenia dziecka

Nie mam małych dzieci w rodzinie oprócz Zoi, a więc wspierałam się jutubem. Jak leżeliśmy sobie z Sheldonem na łóżku, to włączałam mu te dźwięki na telewizorze. Czasami włączałam je na telefonie, chowając w różnych miejscach w mieszkaniu.

Na początku szczekał jak nakręcony, szukał źródła dźwięku, widać było, że jest zaoferowany, nieco zestresowany, trochę podekscytowany, z czasem.. Dźwięki przestały robić na nim wrażenie.

  • dłuższe rozłąki

Już mówię o co chodzi. Generalnie, no cóż, wiedziałam, że jak mała pojawi się na świecie, nie będę miała dla Sheldona tyle czasu co teraz. Zwłaszcza, że prawie całą ciążę przesiedziałam w domu, więc mopsiol przyzwyczaił się do mnie maks. Nawet do łazienki chodziliśmy razem- nie jestem wariatką 😉

Stopniowo zaczęłam takie nasze nawyki ograniczać. Nie brałam go już wszędzie ze sobą. Oczywiście robiłam to stopniowo. A to wydłużając czas mojej nieobecności, a to częstsze ignorowanie (to była dla mnie katorga!) jego prób zwrócenia uwagi.

  • wyniuchanie nowych rzeczy

Gdy tylko wyprałam nowe ciuszki, wyprasowałam je, to dałam mu oswoić się z nowym zapachem.

Tutaj też wspomnę, że zaczęliśmy oswajanie z wózkiem, bo Sheldon nienawidzi rzeczy na kółkach. Samochodów, rowerów, wózków.. No i pierwsze spotkanie nie było dla mnie zaskoczeniem, Sheldon bał się wózka. Szczekał na koła, był zestresowany, ale z pomocą komend, smaczków i naszą obecnością udało mu się opanować ten lęk.

  • wychodzenie na spacer z inną osobą

Na całe szczęście przez połowę ciąży mieszkaliśmy u teściów. Wiedziałam, że świeżo po porodzie nie będę mogła się wyczłapać na spacer z Sheldonem (trwało to dłużej nie myślałam..) więc na spacery przyzwyczajałam go, że będzie z nim wychodzić ktoś inny. Młodszy brat mojego męża był tym kimś.

Przyszło mu to lekką ręką 😉 Ale wiem, że niektóre mopsy, będą się upierać jak w reklamie Voltarenu.. Więc warto to przećwiczyć!

  • odzwyczajanie spania z nami w łóżku

Najtrudniejsze zadanie ze wszystkich. Jak dotąd Sheldon miał prawo wchodzić do nas na łóżko i kanapę i spać sobie z nami, na nas, jak tylko miał ochotę. Ale wiedziałam, że będę karmić piersią i spać z dzieckiem w łóżku. Grubciu nie mógł więc dzielić z nami łóża.

Z pomocą przyszło nowe, mięciutkie jak aksamit, ogromne legowisko. Jak dotąd olewał wszystkie. Te, jak za pomocą magicznej różdżki, zrobiło robotę. Pewnie przez to, że było właśnie mięciutkie (mama jeszcze sprezentowała mu swój kocyk), duże (bo to rozmiar XL, jak dla owczarka).

Parę razy wskoczył na łóżko, otrzymał komendę zwrotną i się.. oduczył. Na łóżko nie wskakuje. Kanapa nadal jest dla niego królestwem, ale tak miało zostać.

 

Przed porodem, to właściwie wszystko co zrobiłam. Ale nasz pies to mops.. Nie owczarek niemiecki. Więc drodzy mili, niektórzy z Was mogą mieć dużo cięższy orzech do zgryzienia. Mogą potrzebować utemperować trochę psa, skorzystać z porad behawiorysty. Sheldon nie jest idealny.. Nadal ciągnie mnie na spacerach, nie chodzi na luźnej smyczy non stop. Ale mi to nie przeszkadza, bo daję sobie z tym radę.

 

Pierwsze spotkanie psa z noworodkiem

Gdy Zoja się wykluła, tata przywiózł do domu razem z emocjami nie z tej ziemi, pieluszkę, w którą była owinięta Zoja w pierwszej dobie. Wyniuchał i miał się dobrze.

W dniu, w którym mieliśmy pojawić się w domku już z nowym członkiem rodziny, Sheldon zaliczył dłuuuugi spacer, żeby być nieco wypranym z emocji i ograniczyć jego nadmierne okazywanie radości.

Wiedziałam, że to głównie ja będę obiektem jego westchnień, bo cóż, jedno jest pewne, ten pies kocha mnie nad życie, a nie widział mnie pięć dni! To dla niego wieczność 🙂

I tak było, najpierw obskoczył mnie, wylizał (jak kogoś to obrzydza, to przepraszam, ale nie jestem sterylnym pod tym względem człowiekiem!), a później wzięłam młodą na ręcę i zniżając się do jego poziomu pozwoliłam mu zapoznać się z siostrą. Oczywiście Kuba trzymał go na krótkiej smyczy i był wsparciem w tamtej chwili.

Poniuchał i wrócił do merdania ogonem (a raczej całym tyłkiem) przy swojej pańci.

 

Relacja pies i noworodek, czyli jaka

Niestety u nas przez baaardzo długi czas nie można było uświadczyć obrazków jak z Internetu zakochanego po uszy psa z niemowlakiem. Nowe dziecko w domu było dla Sheldona obojętne, a dziecko nie zwracało uwagi na psa. Dopiero gdzieś po 3-4 miesiącach nawiązała się przyjacielska relacja, która trwa do dzisiaj.

Nasz mops kocha swoją siostrę nad życie, do tego stopnia, że.. wykazuje objawy „agresji” 😀 Śmieję się, ale po prostu gdy inny pies znajdzie się w pobliżu Zoi i tylko Zoi, zaczyna udawać rottweilera. Pies obrońca 🙂

Pies i noworodek pod jednym dachem to początek wspaniałej przygody dla nich, ale i dla Was rodzice.

Jest co obserwować, jest to momentami wzruszające, a często zabawne. Niemniej, tak jak wspominałam, mops to specyficzny pies, dlatego te nasze przygotowanie na ich wspólną przygodę były bardzo ubogie, ale dla nas wystarczające.

Teraz mi się przypomniało, muszę to napisać. Historia dodatkowa.

Jak byłam w ciąży u fryzjera, to fryzjerka podniosła mi ciśnienie, snując aluzję, że i tak jak Zoja się urodzi to zostawię Sheldona u teściów, bo każdy tak robi.. Bo nie ma się wtedy czasu, cierpliwości i siły na psa obok. Byłam wtedy mocno zbulwersowana, że ktoś w ogóle mógł tak pomyśleć!

Jasne, bywały ciężkie chwile, że miałam dość kręcącego się Sheldona pod nogami, który błagał o wyjście na dwór, kiedy my wyrywaliśmy włosy z głowy, bo Zoja non stop płakała (dzięki REFLUKS). Ale NIGDY przez myśl mi nie przeszło, żeby „sprzedać” go dalej i błagam, Wy też tego nie róbcie. Apeluję, bo podobno to częsty zwyczaj.. Wasze psy Was KOCHAJĄ.