Ochrona psa przed kleszczami

ochrona psa przed kleszczami

Mam to szczęście, że w ciągu czteroletniego życia Sheldona, na jego ciele znalazłam jednego kleszcza. No może dwa. Nie wiem czy to zasługa środków, które używamy- raczej wątpię- czy po prostu te małe pajęczaki wybierają sobie lepsze okazy, może te ze „słodszą krwią”.

Pisałam, że wątpię, iż to zasługa preparatów, a to dlatego, że niestety, prowadząc jeszcze jakiś czas temu szybkie tempo życia, zapominałam na czas aplikować mu stosowne preparaty przeciw kleszczowe. Robiła się luka między podawaniami, której przecież trzeba unikać, zwłaszcza przy wyższej temperaturze i wilgotności. Oczywiście żałuję, że dawałam okazję tym pasożytniczym krwiopijcom, by zaatakowały mojego małego przyjaciela. Nie powtarzajcie moich błędów, działajcie w tym zakresie!

Ochrona psa przed kleszczami- kiedy i gdzie należy mieć rękę na pulsie?

Prawda jest taka, iż pajęczaki, o których dziś piszę, możemy spotkać już wszędzie. Czy to w lesie, czy na polanie, w chaszczach przy jeziorze, no i w parkach. Nawet tych miejskich, w których tętni życie i wydawałoby się, że jest bezpiecznie.

Mają dwa piki aktywności: sezon wiosenny, a więc marzec- kwiecień oraz na przestrzeni końcówki lata i początku jesieni: wrzesień- październik. Ale nie cieszcie się za bardzo, bo to nie oznacza, że w innych okresach czasu nie spotkacie ich na sierści czy w ciele swojego pupila. Kleszcze nie wiedzą, co to jest pora roku, co to jest marzec, nie są świadome takich przyziemnych rzeczy. One reagują na temperaturę i wilgotność powietrza. A w związku ze zmianami klimatycznymi, w których przyszło nam żyć, mogą pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Wystarczy, iż przez kilka dni utrzyma się temperatura rzędu 6-10 stopni Celsjusza wraz z podwyższoną wilgotnością i voila WITAMY w swoim otoczeniu kleszcze.

W związku, z tym iż kleszcz chroni się przed wyschnięciem to w okresach utrzymujących się wysokich temperatur, najczęściej możemy się na nie „nadziać” w trakcie porannego spaceru, a później od piętnastej wzwyż. Te dwa kleszcze, które ściągaliśmy z grzebietu Sheldona, o których pisałam wcześniej, pojawiły się właśnie podczas wakacji. A więc nie podczas tych pików. Więc to nie jest żadna reguła!

Dlaczego kleszcze są takie NIEBEZPIECZNE?

Ano dlatego, że mogą być źródłem poważnych chorób. Mogą doprowadzić nawet do ŚMIERCI psa. Wystarczy, iż ten mały, zakażony pasożyt upatrzy sobie Twojego pupila, następnie wkłuje się w niego, a my tego nie zauważymy w porę. Ponieważ do zakażenia może dojść przy kontakcie, trwającym od kilku godzin do kilku dni krwi zwierzęcia i śliny kleszcza, który jest nosicielem jakiegoś choróbska. Wystarczy więc teoretycznie, że nie zareagujemy w porę. Dobrze jednak wiemy, że czasami nie sposób w gąszczu bujnej sierści, zobaczyć 3 mm osobnika. W takich chwilach może dojść do nieszczęścia w postaci zachorowań na babeszjozę, boreliozę, anaplazmozę i inne przypadłości.

Objawy zakażenia

W przypadku babeszjozy może to być nagła apatia, brak apetytu, gorączka, objawy grypopodobne. Po prostu pies może tylko leżeć i nie mieć siły, bo podejść do właściciela. Do tego wymioty, biegunka, a mocz może zmienić kolor na brunatno-czerwony.

Jeśli po wyjęciu kleszcza pies się drapie, pojawia się kulawizna, pupil ma gorączkę, wówczas może być to oznaka boreliozy.

Anaplazmoza daje podobne objawy co obie choroby naraz, a więc gorączkę, brak apetytu, bolesność mięśni, kulawiznę. Ale mogą się pojawić nawet duszności czy krwotoki z nosa. Najbardziej zagrożone są tutaj psy starsze!

NATYCHMIAST w przypadku pojawiających się objawów, Waszych wątpliwości lećcie do weterynarza. Nie idźcie z tym na forum internetowe, nie szukajcie pomocy w Internecie, tylko u doświadczonego lekarza.

We wszystkich przypadkach zakażeń, leczenie jest długie i z reguły bardzo kosztowne. A więc zróbmy wszystko co w naszej mocy, by do niego nie dopuścić.

Lepiej zapobiegać, niż leczyć, czyli środki prewencyjne

Na rynku jest dostępnych MNÓSTWO preparatów na kleszcze. Takie, które je odstraszają, takie które je zabijają, a wreszcie i te, które łączą oba te zadania.

My stosujemy krople na skórę, typu spot-on. Nie podam Wam konkretnego środka, bo często je zmieniamy. (edit: już nie stosujemy, o czym piszę niżej). Działanie jest jednak zawsze takie same: porażają one układ nerwowy pajęczaka.

Sama aplikacja jest bardzo prosta. Wystarczy odgarnąć włos zwierzęcia na karku, wzdłuż grzbietu i podać krople z pipety. Ważne jest, by opróżnić ją całą, na suchą sierść, i oczywiście wybrać preparat zgodnie z grupą wagową, do której pieseł należy. I nie martwcie się, że kleszcz zaatakuje brzuchol zwierzęcia, bo tam nie podaliście mu kropel. Substancje zawarte w preparacie rozprzestrzenią się po całym ciele pupila, zapewniając mu ochronę, z pomocą podskórnych naczyń krwionośnych. Jedyną wadą jest to, że z reguły kropelki działają tylko cztery tygodnie, więc trzeba pamiętać o ponownym ich podaniu, na przestrzeni niecałego miesiąca.

Są też obroże, moja siostra stosuje u swojego małego yorka na przykład. Ich skuteczność jest wysoka, a działanie może trwać do ośmiu miesięcy. Nas odstraszył smrodek obroży, było to problematyczne, bo Sheldon z nami śpi, a ja jestem bardzo wrażliwa na zapachy. Poza tym, nasz mopsik nie lubi obróż. Jest przyzwyczajony do szelek, a jeżeli ma coś na szyi to staje się niespokojny.

W przypadku stosowania tego rodzaju preparatu należy pamiętać o tym, żeby obroża ściśle przylegała do szyi. A do dlatego, że jest porowata, i z tych porów uwalnia się substancja czynna, która musi zostać rozprowadzona po zwierzęciu. Z tego samego powodu, nie jest polecana dla piesełów z grubą pokrywą włosową.  Należy też, co jakiś czas, przetrzeć obrożę spirytusem, by odblokować pory, które się mogą zablokować. Bez spełnienia tych kroków, nie ma sensu stosowania obroży, bo nie spełni swojej funkcji poprawnie.

Przez jakiś czas stosowałam też spreje. Ale na Shelusia dwunastokilowe cielsko tych pryśnięć potrzeba było tyle, że hoho. Mniej więcej cztery do dziesięciu psiknięć przypada na jeden kilogram wagi psa. W związku z tym, opłaca się je stosować u lekkich piesków.

Kolejnym preparatem są tabletki, do rozgryzienia i do żucia. W tym przypadku substancja czynna rozchodzi się po organizmie, kumuluje się głównie w takich miejscach jak tkanka tłuszczowa, wątroba czy nerki i stamtąd uwalnia się na przestrzeni czterech do dwunastu tygodni. Ja jestem sceptyczna, ponieważ czytałam o wielu objawach ubocznych ich stosowania, które często są przejściowe, ale jakoś tak.. No nie wiem. Nie spróbowałam.

 

Zalecenia przy stosowaniu tych preparatów są takie, żeby ich przede wszystkim NIE MIESZAĆ. Nie robić luk między podaniami. Krótko przed i po aplikacji pierwszych trzech preparatów, należy zwrócić uwagę na zalecenia co do kontaktu zwierzęcia z wodą. I pamiętać, że co jakiś czas, kleszcze uodparniają się na określony środek, więc czasami warto zmienić stosowany preparat.

Oprócz chemicznych środków, możecie zastosować NATURALNE odstraszacze, minimalizując ryzyko ataku kleszcza na Waszego psa i na Was. Do lektury zapraszam tutaj. Sami właśnie jesteśmy na etapie stosowania naturalnych odstraszaczy, bo Sheldon nabawił się jakieś alergii na chemię w stosowanych kropelkach.

 

Bez względu na to, którą ochronę przed kleszczami zastosujecie, pamiętajcie, by zaraz po spacerze, przejrzeć swojego zwierzaka. Zróbcie to DOKŁADNIE, zwracając uwagę na brzuszek, ogon, pachwiny czy uszy. Jeżeli znajdziecie jakiegoś osobnika, możecie udać się do weterynarza, by go usunął, albo możecie to zrobić sami, za pomocą pęsety czy specjalnych kleszczołapek, nie zapominając po tym o dezynfekcji miejsca na ciele pupila i uśmiercenia pasożyta.

 

A jakie Wy macie doświadczenia w materii PIES VS. KLESZCZ? Jakie preparaty stosujecie? Jak w Waszych domach wygląda ochrona psa przed kleszczami? 

Dodaj komentarz