Mam prawo jazdy ale boję się jeździć samochodem

mam prawo jazdy ale boję się jeździć samochodem

Czasami moje wpisy mogą sprawiać wrażenie, że mimo wszelkich przeciwności losu, staję na własnych nogach i idę do przodu. Mierzę się z problemami ale po jakimś czasie jestem cudownie odmieniona i szczęśliwa. Są jednak sprawy, które mam nadal nierozwiązane. Które blokują mnie, sprawiają, że czuję się uziemiona albo psychicznie albo fizycznie.

Jedną z takich rzeczy jest wybaczenie, ale równoczesne niepojednanie się z moim oprawcą, a drugą fakt, że mam prawo jazdy ale boję się jeździć samochodem. I na tym chcę się skupić. Chcę pokazać na tym blogu prawdziwą mnie, a więc nie tylko swoje mocne strony, swoją wewnetrzną moc ale i słabości, których nie jest mało.

Mam prawo jazdy ale boję się jeździć samochodem

Już sam fakt zrobienia prawa jazdy był dla mnie ogromnym wysiłkiem psychicznym. Sprawdzianem mojej silnej woli i siły wewnętrznej. To była druga droga, ponadto bardzo długo odwlekana w czasie. O moich początkach przeczytacie TUTAJ. Ale stało się, zdałam. Sam jednak egzamin nie był dla mnie aż tak stresujący jak te wszystkie jazdy z instruktorem.

Cieszyłam się zdanym prawkiem, byłam z siebie dumna, wyobrażałam sobie, że w końcu będę mogła wsiąść w samochód, wziąć Sheldona i pojechać z nim do parku, nad morze..

Na chwilę strach ustał. Naprawdę, w tym wszystkich planach i marzeniach nie było cząstki strachu. Strach pojawił się w chwili rzeczywistego odebrania prawa jazdy.

I nie wiem dlaczego, nie znam logicznego wytłumaczenia. Może nadmiar oczekiwań, jakie postawiłam sobie właśnie w tamtej chwili, mnie zamroził, może nadmiar oczekiwań wysuniętych w moją stronę od rodziny mnie przeraził..

Wewnętrzny krytyk zagrał na nowo dobrze znaną mi melodię

Przed kursem mierzyłam się z negatywnymi myślami na temat jazdy samochodem. Słowami, które niegdyś usłyszałam od innych, a później przez wiele lat słyszałam w swojej głowie. O wewnętrznym krytyku możesz więcej dowiedzieć się TUTAJ.

One ni z gruchy ni z pietruchy wróciły. W głowie słyszałam tylko: “Nie nadajesz się”, “kobiety to koszmarni kierowcy”, “spowodujesz wypadek”, “uderzysz w jakieś auto”.

No i chyba wykrakałam

W domu spotkałam się z ogromnym naciskiem, żebym ruszyła się z miejsca, głównie od teściowej i mojej szwagierki..
“Jeżeli nie będziesz jeździć teraz to już nie wsiądziesz w auto”, “musisz się przemóc” “kiedy w końcu zaczniesz jeździć?”. Te wszystkie ich słowa, pytania powodowały we mnie jeszcze większy niepokój. Niepokój wielki jak studnia, ogromny stres, wręcz atak paniki.

No ale mimo iż jestem asertywna, to postanowiłam udowodnić coś im, a przede wszystkim sobie. I wsiadłam w ten samochód. Najpierw raz, z Kubą. Ale tak trzęsły mi się ręcę, że musiałam poprosić go zmianę.

Druga próba odbyla się chyba tydzień później, tym razem postanowiłam pojechać sama. Z samego rana, aby uniknąć ruchu. Pojechałam sobie na pobliską wieś. Ręcę mi się nie trzęsły, ale czułam znów ten niepokój. Ale objechałam kilka wsi, wróciłam do miasta i chciałam podjechać do mojej mamy. I.. BUM.

Przy parkowaniu uderzyłam w samochód obok. Dla większości to zwykła mała stłuczka, dla mnie gwóźdź do trumny. Chyba tak się bałam, tak intensywnie myślałam o tym, że w coś puknę, że to wykrakałam. Rozpłakałam się i zadzwoniłam po męża. Na szczęście to zaparkowane auto obok, było kolegi Kuby, więc rozwiązali tę sprawę bardzo pokojowo. Tak właściwie to tylko delikatnie obtarłam to auto, ale musiałam być fair. Bardziej obtarty był nasz samochód.

I odtąd nie jeżdżę

Jak wszystkim wokół opowiadam tę historię to nie potrafią zrozumieć dlaczego miało to na mnie aż taki wpływ. Wszystkie koleżanki mówią mi, że nieraz obtarły komuś auto, że to błąd początkującego. Ja siebie zmieszałam z błotem za tę wpadkę, za tę WIELKĄ PORAŻKĘ.

Wszyscy wokół mówią: MUSISZ JEŹDZIĆ!

A ja mam prawo jazdy ale boję się jeździć samochodem, więc nim nie jeżdżę! Nie jestem gotowa. Na całe szczęście mój mąż to rozumie. Ja nie zamiatam tego problemu pod dywan, żeby nie było. Pracuję nad moim lękiem. Wiem, że mnie to blokuje.

Bo wiem, że jazda autem to OGROMNE ułatwienie i zazdroszczę ludziom, którzy od tak wsiadają do auta i jadą w siną dal. Daje to poczucie wolności, którego mi brakuje. Ale czy niepewny kierowca jest bezpieczny na drodze? Nie.

Mimo wszelkich pochwał od instruktorów, od egzaminatorów, które dostalam na temat mojej jazdy, widocznie nie uwierzyłam w siebie do końca. Widocznie nie przerobiłam jednak swoich lęków z dzieciństwa. Ale nie jest też tak, że myślę sobie, że już nigdy nie wsiądę do auta. Bo znam siebie, wsiądę. Pewniejsza siebie, z większymi umiejętnościami. Nie zostawię tak siebie.

Nie krytykuj się

Jeżeli jesteście w podobnej sytuacji do mojej, to witam Was. Proszę Was, nie krytykujcie się za to. Jeśli inni Was za to krytykują, nie przejmujcie się nimi. To nie jest powód to znęcania się nad sobą.

Sama jeszcze przechodzę takie chwile, w których robię z siebie TĘPAKA, GŁĄBA, NIEOGARA, bo przecież WSZYSCY jeżdżą autem, nawet Ci, którzy nie grzeszą inteligencją… A Ty? No właśnie. Znasz pewnie ten schemat.

Prawda jest jednak taka, że każdy z nas jest inny. Jedni boją się myszy, inni wysokości, a Ty jeżdzić samochodem. Nad tym można pracować i to jest najważniejsze. Czasami tylko potrzebujemy więcej czasu. Cierpliwości. Nie martwcie się. Bez samochodu można żyć. Jest trudniej, ale to nie jest woda do picia, bez której długo nie da się przeżyć.

Mimo iż możesz to traktować jako swoją porażkę, to nie warto tracić energii na dobijanie swojej osoby za ten stan rzeczy. Warto tę energię spożytkować na pracę nad swoimi lękami, nad samoświadomością. Życzę Wam i sobie powodzenia. Mam nadzieję, że prędzej czy póżniej spotkamy się na drodze, ale nie w roli pasażerów, a kierowców 🙂