Jak wygląda życie z programistą, czym to pachnie i śmierdzi

jak wygląda życie z programistą

Dzisiejszy wpis będzie zawierał trochę prywaty. Ponieważ dzisiaj napiszę Wam jak wygląda życie z.. programistą! Tak, dziś rozprawię się z wszelkimi mitami na temat ludzi z tej branży, przedstawię Wam jak wygląda życie z programistą, jako żona takiegoż to stworzonka. Gotowi? Zaczynamy!

Każdy programista skończył studia wyższe

Oj, bzdura! Mój mąż zakończył edukację na szkole średniej. Był przez rok na studiach w Wyższej Szkole Bankowej, ale przerwał. I jego opinii na temat tej szkoły, na temat studiowania, przytaczać nie będę, bo nie chodzi o to, by kogoś zrażać do podjęcia tego kroku w swoim życiu. Kuba jest samoukiem, wszystkiego nauczył się sam.

Zaczynał jako tester oprogramowania, w międzyczasie był Software Engineer w firmie prowadzącej znany serwis aukcyjny, a teraz działa jako wolny strzelec i krok po kroku realizuje swoje marzenia. Oczywiście, że większość osób w tej branży jest po studiach kierunkowych, ale tutaj liczą się umiejętności i kompetencje i to one są przepustką do tego świata.

Programiści to samotnicy

Niektórzy myśląc programista, widzą wyobcowanego człowieka, który gdy wychodzi z domu, chowa głowę w piasek i czuje się zagubiony, bo nie ma przy nim komputera. No nie… Tak na pewno nie jest. Zgodzę się, że większość z nich to introwertycy. Nie lubią small-talków, ale rozmawiając na tematy, które są dla nich ważne, nie zamyka im się buzia.

Niektórzy mogą być na początku nieśmiali w kontaktach z kobietami, mój właśnie taki był, ale z czasem, po paru wskazówkach, mogą się znacząco otworzyć i stać się super materiałem na męża. Ale są też Ci z przeciwnego bieguna, wszędzie ich pełno, a ich umiejętności kodowania przeplatają się z mnóstwem innych pasji i nie można za nimi nadążyć. I oni nie mogą odpędzić od siebie kobiet.

Wszyscy chodzą w koszulach w kratach

To jest akurat śmieszne. Zdarzało mi się czekać na mojego męża przed korpo, w którym pracował. I jakieś osiemdziesiąt pięć procent mężczyzn, którzy wychodzili z tego budynku, miało na sobie koszulę w kratę. Jednak to takie wrzucanie wszystkich do jednego wora. Najczęściej programiści ubierają się jak inni ludzie: zwykły t-shirt i heja banana. Ale można było też tam, pod tym budynkiem, spotkać gościa w stroju jedi. Różnorodność, wolność! Na szczęście w tej branży nie obowiązuje dress-code.

Krótko rozprawiłam się z ogólnymi mitami na temat programistów, teraz krótko o tym jak wygląda życie z programistą z perspektywy żony. Czym to pachnie, czym to śmierdzi.

Życie z programistą może być nieco spokojniejsze, ze względu na poczucie bezpieczeństwa od strony finansowej. Pracując w korporacji, nawet z niewielkim stażem, można sporo zarobić. Dzięki temu, przy odpowiedniej kontroli wydatków, można spać spokojniej. I może szybciej można sobie pozwolić na zakup mieszkania, domu, niż osoby, które pracują w innej branży.

Niemniej, mój mąż zrezygnował z pracy na etacie. Poszedł w kierunku swoich marzeń. Chce tworzyć gry. W związku z tym skończyła się ta stabilność finansowa. Na pieniądze trzeba będzie poczekać. Ale oboje się na to zgodziliśmy, przygotowaliśmy się na to i jest inaczej, ciekawiej.

 

Niektórzy twierdzą, że w związku z branżą w jakiej siedzi Kuba, pełnej cyferek, to zapamiętuje on lepiej daty. W związku z tym czyni go to lepszym kandydatem na partnera, bo zawsze pamięta o moich urodzinach, imieninach, rocznicy ślubu czy innych ważnych wydarzeniach.

No niestety. Nie ma to nic wspólnego z pracą, jaką wykonuję. Albo się chce takie rzeczy zapamiętać, albo chce się włożyć wysiłek, by wpisać dane daty do kalendarza- albo nie. Kuba nie ma w ogóle pamięci do dat. Nie wie, kiedy jest Dzień Kobiet, o dziwo pamięta termin Walentynek. Niemniej jednak, o ważnych datach pamięta, bo jak prawie każdy programista, korzysta z aplikacji, które mu o tym wszystkim przypominają.

 

Na pewno dziękuję Bogu, że mam obok siebie człowieka inteligentnego. Zawsze jest z nim, o czym porozmawiać, jest ciekawy świata, ma swój określony system wartości i za to go cenię. Spotykając różnych innych programistów, zauważyłam, iż jest to ich cecha wspólna.

Nie sposób się z takim człowiekiem nudzić, chyba że sama się na to godzisz. Jego ciekawość świata, różne zajawki, często zamiłowanie do muzyki, sportu czy podróży sprawia, iż Wasze życie jest bogate w różne smaki. Od słodkich zaczynając, poprzez neutralne, ale i słono- gorzkie.

 

Kuba jest moim chodzącym źródłem spokoju, wycisza mnie. Jest kimś, kogo potrzebuje u swego boku w tym życiu. Bo często wyolbrzymiam problemy, wpadam w małą paniką i chcę uciec. To, w jaki sposób on podchodzi do życia, jest moją motywacją:

Bierz z życia to, co Ty chcesz, nie ma problemu, którego nie da się rozwiązać, trzeba tak zorganizować swoją pracę, aby była w największym stopniu zautomatyzowana i w ten sposób oszczędzać czas dla rodziny i przyjaciół to takie mini motta, które uczę się od niego. Zasady, które uczę się wcielać w swoje życie.

 

Mój mąż nie przejmuje się opinią innych. Kupiłam mu nawet koszulkę z animacji „Ricky i Morty”: I’m Sorry But Your Opinion Means Very Little To Me, ale żebyśmy się źle nie zrozumiali. To nie jest tak, że on ma gdzieś wszystko co inni mu powiedzą, niczego nie przemyśli i zawsze stoi murem przy swoim. W rozmowach na tematy sporne, zawsze przemyśli czyjś punkt myślenia i podejdzie do tego bardzo dojrzale. Chodzi mi tu o takie opinie rzucane bez refleksji przez innych, nieprzemyślane. Komentarze bliskich, którzy radzą mu kupić nowy samochód, bo przecież ma wystarczająco dużo pieniędzy i warto byłoby się pokazać w ten sposób innym. Chodzi mi o to, że zawsze robi to, co podpowiada mu serce, mimo złośliwych opinii innych.

Na razie napisałam o samych zaletach życia z programistą u boku. Jakie są więc minusy?

Czasami naprawdę potrafi spędzić cały dzień przed komputerem. Nie odpuści, póki nie znajdzie rozwiązania danego problemu, dopóki jego kod nie będzie czysty. Ale Kuba jest perfekcjonistą, nie każdy programista nim jest, więc nie zrażajcie się!

Potrafi siedzieć przed tym ekranem, nie zjeść obiadu, nie zjeść kolacji, jednym słowem- zapomnieć o całym świecie. No i stracić zainteresowanie moją osobą. Staram się go jednak nie strofować, bo nie są to sytuacje częste, a wiem, że wszystko nad czym teraz pracuje zbliża go do osiągniecia swoich marzeń i suma summarum robi to też dla mnie i dla naszej przyszłej rodziny. No i wiecznie się przy tym rozwija, poszerza swoją wiedzę. Poza tym, ja mam wtedy czas dla siebie, mogę poczytać, pójść z Sheldonem na spacer, odpocząć od niego.

No i jak już pisze ten kod, to nie ma co prosić go o nic ważnego. Bo przytaknie, ale nie śledzi Twoich słów z uwagą, więc mała szansa, że daną prośbę spełni. Musisz mieć pewność, że na chwilę oderwałaś go od jego małego świata i że rzeczywiście jest skupiony na Twojej osobie.

Często muszę słuchać o rzeczach, których nie rozumiem, albo takich, które nie interesują mnie w ogóle. Ale wiem jakie jest to dla niego wszystko ważne i chcę w tym uczestniczyć, chociaż troszeczkę. Ale nie będę kłamać, że jest to szczególnie ciekawe. Ostatnio śniły mi się przez niego wektory, i czułam się, jakbym wróciła do szkolnej ławki.

Czasami muszę mu dać specyfikację do każdej czynności, o którą go poproszę. To jest nieco irytujące, bo zawsze musi mieć konkretne wytyczne co kupić, jak zrobić. Ale z drugiej strony, jak już to robi, to robi to na sto procent i efekt jest satysfakcjonuajcy dla obu stron.

Oczywiście, że ta moja refleksja nie będzie miała odniesienia do wszystkich programistów na świecie. Nie każdy z nich będzie tak kochał życie jak mój mąż, nie każdy będzie szedł w kierunku marzeń, nie każdy zostawi Was na cały dzień samą, bo są jakieś bugi w projekcie. Nie każdy będzie na początku zamknięty w sobie, możecie spotkać duszę towarzystwa, dla której kodowanie będzie tylko pracą, niczym więcej, dlatego w domu nawet nie siądzie przed komputerem.

Czy jest tu ktoś, kto również ma pod swoim dachem programistę? Jakie jest Wasze zdanie na temat tego gatunku człowieka? Życie jest z nim prostsze czy dalekie od prostoty? Czekam na Wasze historie!