Dlaczego warto zostać wegetarianinem- osobiste refleksje

dlaczego warto zostać wegetarianinem

To wpis niełatwy, ponieważ będzie tu trochę treści niemiłych dla oka, takich o których często nie chcemy słyszeć. Takie, w które wierzyć nie chcemy. Takich, których większość z nas nie czyta, nie ogląda. Ale zdecydowałam się tutaj je przytoczyć, ponieważ one są częścią mnie. To są fakty, które przekonały mnie, by dziś być tym, kim jestem. A jestem wegetarianką od prawie siedmiu lat. I wiecie co? Z niczego bardziej nie jestem dumna.

To właściwie dlaczego zostałam wegetarianką? 

 

Pierwszym, trywialnym powodem jest fakt, że od dziecka nie przepadałam się za mięsem

Jadłam właściwie tylko kurczaka, byłam fanką parówek z keczupem i kanapek z szynką. Wszystko inne mnie nie interesowało pod względem smakowym, wolałam zajadać słodkie, niż pastwić się nad polskim schaboszczakiem. Słodkie podniebienie? Tak myślałam, póki nie przypomniałam sobie, już jako dorosła osoba, że swojego czasu, jako mały gzyb, byłam świadkiem tak zwanego rozbioru świni. Mój chrzestny hodował świnie i swojego czasu jedną z nich, „podarował” moim rodzicom na święta. I widziałam ją, przez ułamek sekundy, całą, ogromną, zabitą, leżącą na stole, okraszoną swoją krwią, a wokół niej już gotowe naostrzone noże. Czy powinnam była to widzieć? Na pewno nie. Nie wiem czy jako mała dziewczynka, wyrzuciłam ten obraz ze świadomości, chciałam zapomnieć na wieki, ale fakt jest taki że zrobiłam to skutecznie! Ponieważ  naprawdę nie pamiętałam tego lata! Aż w pewnym momencie, w jednej sekundzie, ten obraz do mnie wrócił.

Po drugie, ja kochałam zwierzęta od małego

Kochałam jeździć na wieś, początkowo nie zdawając sobie przy tym sprawy z tego, że moi ukochani przyjaciele w postaci kur, świnek, byków, trafią kiedyś na talerz. A później, będąc całkowicie bezradna w poznaniu prawdy, chciałam, bardzo naiwnie, dać im ułamek szczęścia. Mówiłam do nich, pocieszałam ich, tak aby przez chwilę poczuły się kochane. Już wtedy nie chciałam jeść mięsa, nie chciałam jeść swoich przyjaciół, ale rodzice byli nie do zgięcia. Byłam dzieckiem i musiałam jeść mięsko, by rosnąć. Eh… Nie będę tego komentować.

Względy etyczne i moralne, czyli moje zagłębianie się w tematykę traktowania zwierząt użytkowych na świecie

Transport zwierząt

Zaczęłam oglądać filmy. Chciałam zobaczyć na własne oczy jak traktowane są zwierzęta w ubojniach, w transporcie, podczas eksperymentów medycznych z ich udziałem. Pamiętam film, który został w 2009 roku opublikowany na youtube przez kanał Deutsche Welle, na temat transportu owiec z Australii do państw arabskich. Na jeden statek pakowane było blisko sto tysięcy owiec, które w wielkim ścisku musiały płynąć przez miesiąc do swoich oprawców. Rocznie transportowano tam miliony owiec,  z czego jakieś 35 tysięcy ginęło na tym statku z powodu głodu czy chorób, które uświadczyły w tych luksusowych warunkach. Teraz wiele się zmienia w tym temacie, a przynajmniej podejmowane są próby, by zwierzęta podczas transportu nie cierpiały i by odbywało się to w sposób godny.

Fabryki zwierząt

Tak jak w przypadku transportu, w którym rozmieszczenie zwierząt jest często nie do przyjęcia, tak podobnie wygląda sprawa w fabrykach zwierząt. Kurczaki cisną się w klatkach, nierzadko powoduje to u nich utratę zdolności do poruszania się. Znalazłam nawet informację, że na jednym metrze kwadratowym mieściły się 22 brojlery! Gdzie w tym jakaś humanitarność. Konsekwencją upychania świń jedna na drugą, są deformacje ich kończyn, których mogą doświadczyć, często pojawiają się u nich pęcherze odleżynowe, nie mówiąc już o zahamowaniu jakichkolwiek odruchów społecznych!

Do tego dochodzi sam sposób zabijania zwierząt: „Dzisiaj zwierzę zabija się pistoletem, unieruchomione w specjalnej klatce. Strzały jednak nie zawsze są celne i bywa, że żywe zwierzęta wiszą powieszone za jedną nogę, krwawią i rozpaczliwie próbują się uwolnić.” (http://www.newsweek.pl/nauka/krowy-w-rzezniach-cierpienia,artykuly,399794,1.html dostęp 17.04.2018). I więcej już nie piszę na ten temat, bo to dla mnie za dużo.

Testowanie na zwierzętach

Mimo iż od 2013 roku w Unii Europejskiej istnieje zakaz testowania kosmetyków na zwierzętach i ich sprzedaży, a posłowie Parlamentu Europejskiego w tym roku ogłosili, że chcą, by Unia Europejska podjęła działania w kierunku wprowadzenia globalnego zakazu testowania kosmetyków na zwierzętach to i tak narazie problem jest ogromny. Cieszę się, że politycy chcą działać w imieniu zwierząt ale póki co, w większości krajów świata, testowanie kosmetyków na zwierzętach to chleb powszedni opatrzony cierpieniem tych stworzeń.

No i pozostaje również kwestia testowania leków na zwierzętach. Gdy przeglądam strony internetowe, natrafiam na okrutne historie osób, które kiedyś w takim biznesie „siedziały”. Piszą, że zwierzęta były parzone kwasem, gazowane, paraliżowane, trute, napromieniowywane. Ciężko się o tym czyta. Ciężko wyobrazić sobie ich cierpienie. A wszystko robione bez żadnej pewności czy organizm ludzki zareaguje na dany lek tak samo jak szczur laboratoryjny! Przecież człowiek to nie szczur. Wiem, że pewnie niektórzy z was myślą, że gdyby nie testowanie na zwierzętach to nie wynaleziono by wielu ważnych lekarstw, ratujących życie ludzkie. Jednak, tak czy siak, dany lek musiał i tak zostać wypróbowany na człowieku, ze względów bezpieczeństwa. No i jeszcze takiemu człowiekowi zapłacono, a szczur dobrowolnie na dane badanie się nie zgodził. No chyba, że ja o czymś nie wiem.

Lęk i stres zwierząt jadących na rzeź

W lutym, w Internecie, mogliśmy trafić na takie nagłówki: „Krowa-bohaterka uciekła z transportu. Ma szanse na emeryturę”, „Krowa uciekła z transportu do rzeźni. Żyje na wyspach Jeziora Nyskiego”, „Krowa uciekła przed śmiercią w rzeźni. Schroniła się na wyspach Jeziora Nyskiego”. Taki historie się zdarzają i to częściej, niż nam się wydaje. Czy zwierzęta czują lęk i stres, będąc w drodze na rzeź? Tak, zwierzęta doświadczają tak zwanych emocji wtórnych, i o tym możecie przeczytać w książce ”The Emotional Lives of Animals” Marca Bekoffa.

Średnia długość życia zwierząt użytkowych

Kolejny argument „za”, czyli trochę liczb. Spójrzcie sami na tę infografikę, w której skupiłam się na tych zwierzętach, których Polacy zjadają najwięcej. Mnie osobiście te liczby zaskoczyły, nie miałam pojęcia, że aż tak skracamy żywot tym istotom.

Co było w tym wszystkim trudne?

Opinia innych

Rodzice z początku nie rozumieli mojego wyboru, nie potrafili zrozumieć dlaczego taka jest moja decyzja. Nie przemawiały do nich argumenty przedstawione powyżej, dla nich po prostu te zwierzęta po to właśnie zostały stworzone. Po to, aby je zjeść. I wiem ze jest mnóstwo ludzi w Polsce, którzy zgodzą się z ich opinią. W końcu tylko 2% ludzi w Polsce deklaruje się jako wegetarian. Mama na początku nie dawała mi żyć, twierdząc, że jak przestanę jeść mięso, to będę chora, stracę odporność i wpadnę w anemię. Tak naprawdę, po tej zmianie, choruje dużo rzadziej. Czuje się lepiej i od samego początku tak właśnie się czułam. Nabrałam więcej energii i odporności. Straciłam przy tym zbędne kilogramy i to wcale nie było trudne ani zamierzone. Ale oczywiście robiłam to z głową, po wcześniejszej edukacji ze strony znajomej dietetyczki, tak aby nie nabawić się niedoborów.

Z negatywną opinią mojej decyzji spotykałam się też w liceum. Moi uprzejmi koledzy ośmieszali mój wybór. Sądzili, że po prostu są ode mnie lepsi i w żaden sposób nie wykazywali zrozumienia w stosunku do przedstawianych przeze mnie powodów przejścia na wegetarianizm. Chciałam tylko żeby uszanowali mój wybór. Z czasem jednak zaakceptowali go i zaprzestali głupich komentarzy.

Na początku problemem było jeszcze samo gotowanie

Przeszłam na wegetarianizm w klasie maturalnej, wiec byłam jeszcze pod jednym dachem z rodzicami i mamie nie uśmiechało się gotować specjalnie dla mnie obiadów jarskich, bo w domu raczej obiady były mięsne, więc przez chwilę był to jakiś problem. Ale od znajomej nauczycielki, weganki, swoją drogą, pożyczyłam książki kucharskie i sama postanowiłam pobawić się w kucharza. Później wyfrunęłam z gniazda i na studiach ten problem zniknął. Gotowałam pod siebie i  gotuje do dnia dzisiejszego, pieszcząc przy tym swoje podniebienie.

 

Podsumowując, powodów dla których zostałam wegetarianką jest wiele. Była to decyzja, której nigdy nie żałowałam i decyzja, z której jestem najbardziej dumna. Nie jestem typem osoby, która piętnuje osoby, które jedzą mięso. Każdy ma swoje sumienie, swoje argumenty za i przeciw i każdy jest inny. Niemniej lista moich osobistych powodów dlaczego warto zostać wegetarianinem może mieć wpływ na decyzję innych i dlatego ten wpis. Mój mąż je mięso, w małych ilościach, ale je. Owszem jest moim wielkim marzeniem, aby z niego całkowicie zrezygnował, ale to musi być tylko i wyłącznie jego decyzja. W tym wypadku jest jednak ważne, żeby kupował mięso z chowu ekologicznego. Chociaż to może dla mnie zrobić.

Skala problemu nieetycznego traktowania zwierząt jest ogromna. Ja moją decyzją chciałam w jakiś sposób ten problem zminimalizować. Jedno pomyślą, po co mi to wszystko, przecież psy szczekają, a karawana jedzie dalej. No tak, ale mimo wszystko, czuję, że mam jakiś wpływ, ja nie uczestniczę w czymś, na co się nie godzę.

 

A czy ktoś z czytających jest wegetarianinem, weganem? Dlaczego warto przejść na tę stronę mocy? A może jest ktoś, kto rozważa taką decyzję? Dajcie mi znać!

 

Materiały statystyczne, o których pisałam w tym wpisie pochodzą z książki: „Głaskane, tłuczone, zabijane” Anton Rotzetter, Wydawnictwo Święty Wojciech, którą to serdecznie polecam.

 

Dodaj komentarz