Dlaczego warto mieć mopsa- co wniósł mops do naszej rodziny?

dlaczego warto mieć mopsa

Co wniósł mops do naszej rodziny?

Minęły cztery lata, odkąd Sheldon stał się częścią naszego życia. Minęły cztery lata, odkąd dzielimy swoje łóżko z jeszcze jedną żywą, choć kudłatą, istotką. Minęły cztery lata, odkąd częściej wychodzimy na spacery, zamawiamy karmy i inne pieskie smakołyki. Wreszcie minęły cztery lata, odkąd wszystkie nasze ubrania, dywany, kanapy są białe od mopsiej sierści. Ba, nasza cała rodzina i wszyscy przyjaciele mają białe, wrzynające się wszędzie włoski Sheldona. Kochamy swoje życie z nim, jeszcze bardziej niż nasze poprzednie życie, bez niego. Tak wiele wniósł on do naszej rodziny, tak wiele nas nauczył, tak wiele dzięki niemu zyskaliśmy. Jeżeli jeszcze nie jesteście posiadaczami psa, czy nawet mopsa, to może ten wpis Was przekona do adopcji czy kupna pieseła.

Bezwarunkowa miłość

Nikt, tak jak pies, nie pokocha nas NIGDY. I to jest może kontrowersyjne stwierdzenie, ale dla mnie prawdziwe. Wiem, że miłość naszego psa jest szczerze BEZWARUNKOWA. Kocha nas z całego swojego psiego serduszka i udowadnia nam to na każdym kroku. Witając nas serdecznie, po krótkim wyjściu w celu wyrzucenia śmieci, merdając ogonem rano na przywitanie, uśmiechając się do Ciebie nawet, gdy na niego krzykniesz, aby Cię trochę udobruchać. Sheldon cały czas uczy nas wzajemnej miłości, bez ALE. Uczy nas jak kochać siebie nawzajem i siebie samego bezwarunkowo. Nie patrząc na nasze osiągnięcia, nie robiąc bilansu naszych zalet i wad, korzyści i strat. On kocha nas za to, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Nawet wtedy, gdy powinie nam się noga.

Radość

Nasz mopsik wniósł do naszego życia mnóstwo radości. Spójrzcie proszę na niego jak wyglądał na samym początku (zdjęcie na głównej). Już samo spojrzenie sprawiało, że nie sposób było się nie uśmiechnąć. Mały zez, nieproporcjonalna głowa. Do tego dodajmy wszelkie szczeniackie swawole, szczekanie na butelkę, zabawy z innym psem. Do dzisiaj jak wyłoży się na łóżku, obierając pozy takie jakby chodził na jogę przez całe swoje życie, doprowadza mnie do łez szczęścia. Radość jest zaraźliwa. A Sheldon jest niesamowicie radosnym psem. Cieszą go spotkania w windzie z sąsiadami, nawet, gdy inni nie zwracają na niego uwagi. Cieszą go odgłosy dzieci bawiących się na osiedlu. Cieszy go każda perspektywa spaceru. A nade wszystko cieszą go nasze spacery i dalsze wojaże w trójkę. Wówczas nie może powstrzymać ekscytacji i radości i już na klatce, wydaje z siebie głośne dźwięki, jakby krzyczał: „halo wszyscy! Jestem taki szczęśliwy, wybieram się razem z moimi ludzkimi rodzicami na spacer! Będzie super-ultra-hiper-odlotowo!”. Jak tu nie być przy nim szczęśliwszym?

Niższy poziom stresu

Jestem osobą, która w życiu dużo się martwi, stresuje niepotrzebnie i często snuje czarne scenariusze. Ale odkąd mops jest z nami, odczuwam znaczną poprawę w tym zakresie. Mogę śmiało stwierdzić, że Sheldon koi moje nerwy. Nie zawsze- oczywiście, ale jest bardzo pomocny w mojej nieśmiałej walce z nerwicą. Z resztą oboje znajdujemy w nim oparcie. Poprzez głaskanie, dotykanie, obniża się poziom hormonów stresu i to jest udowodnione naukowe. Kuba odstresuje się, merdając jego ucho. Myślę, że to doskonały antydepresant dla niego. Oboje, w kontakcie z nim, relaksujemy się. A przy moim osobistym kontakcie oko w oko z Sheldonem, często potrafię się wzruszyć. Podobno uwalnia się wtedy oksytocyna. To może być prawdą, bo czuję wtedy do niego takie przywiązanie, ogromną miłość i wdzięczność, że jest obok mnie i że to właśnie jego wybrałam.

Mniejsze poczucie osamotnienia i nudy

Życie po przeprowadzkach nigdy nie jest takie proste, ze względu na tęsknotę, która może Ci doskwierać. W końcu nierzadko zostawiasz swoich przyjaciół, rodzinę i jesteś w zupełnie nowym miejscu, gdzie nie masz żadnych znajomych. Teraz, nawet kilka miesięcy po przeprowadzce, nadal czuję się nieco osamotniona, znudzona, odizolowana. W końcu nie przychodzi mi łatwo nawiązywanie nowych kontaktów, oboje jesteśmy raczej nieśmiali i bardziej jesteśmy introwertykami, niż ekstrawertykami. Ale naszym lekarstwem jest Sheldon. Dzięki niemu, mamy zajęcie. Możemy się z nim pobawić, a nawet pogadać. Pamiętam jak studiowałam zaocznie i w niektóre weekendy nie było mnie od rana do wieczora. Wówczas to Kuba był przeogromnie szczęśliwy, że jest obok Sheldon. Czuł się dzięki jego obecności lepiej.

Większa aktywność

Czy jesteśmy leniwi? Muszę przyznać, że jestem na bakier z aktywnością fizyczną. Kuba grał w piłkę nożną, więc u niego sytuacja nigdy nie była taka najgorsza. Niemniej odkąd zdecydowaliśmy się na mopsa w domu to częściej przebywamy na świeżym powietrzu, przemierzamy z nim krótsze lub dłuższe piesze wędrówki. Wspólnie podróżujemy, chociażby nad morze: TUTAJ. I jest mi z tym dużo lepiej. Zwłaszcza po jego kastracji, czuję się zobligowana do zapewnienia mu większej dawki ruchu. Ale prawda jest taka, że i my się dzięki temu lepiej czujemy. Pewnie dzięki tym spacerom, Kuba zaczął biegać, bo poczuł jak dobrze się czuję po takiej aktywności. No z Shelusiem sobie nie pobiega, ale tak czy siak, wydaje mi się, że jego obecność mogła być punktem zapalnym do większego zadbania o swoje ciało.

Cierpliwość i odpowiedzialność

Uważam, że Sheldon był niejako testem naszego związku. Mieliśmy dwadzieścia jeden lat, trzyletni staż razem i pojawił się ON. Byliśmy trochę młodzi, nie potrafiliśmy dzielić się do końca obowiązkami, wziąć odpowiedzialność za swoje życie, a gdzie tu wziąć odpowiedzialność za kolejną czworonożną istotkę? Ale daliśmy radę. Popełnialiśmy błędy, zapominałam o odrobaczeniu go w porę, nie rozpoznaliśmy kaszlu kenelowego, Kuba zapominał z nim wyjść w czas i ponosił tego konsekwencje, pracując w oparach szczeniackiej kupki. Ale śmiało możemy oboje powiedzieć, że Sheldon nauczył nas odpowiedzialności i cierpliwości. Już nie szarpiemy go na smyczy, gdy obwąchuje jedno i to samo miejsce kolejny raz (no chyba, że jesteśmy mega spóźnieni, ale robimy to inaczej niż kiedyś), wizyty u weterynarzy zapisujemy w kalendarzu, staramy się pilnować jego wagi (niestety nie mamy wpływu na dokarmianie go u naszych rodziców, prośby nie skutkują). To był test naszego związku, ale i przedwstęp do preludium pod tytułem DZIECKO, jeśli się takie pojawi. A taką mam nadzieję.

Wzmocnił więzi

Nie mam żadnych wątpliwości, że obecność tego potworka wzmocniła nasz związek. Scaliła naszą trzyosobową, międzygatunkową rodzinkę. Wizyty u weterynarza, wspólne eksplorowanie nowych miejsc, bezsenne noce przy podejrzeniu padaczki u psa. Byliśmy wtedy razem. Ja przy Kubie. Kuba przy mnie. Mops przy nas. I jesteśmy coraz silniejsi. Działamy jako drużyna.

Korzyści z posiadania mopsa jest, co nie miara. Mogłabym pisać i pisać dlaczego warto mieć mopsa. Pewnie nie do każdego dotrą te argumenty. Po prostu są na tym świecie ludzie, którzy nie traktują i nigdy nie potraktują psów jako członków swojej rodziny. Nie oceniam, niech tak będzie. Dla mnie, świat bez psów byłby dużo smutniejszy i miałby mniej barw.

Kończąc, chciałabym tylko życzyć mojemu Sheldonowi: DUŻO ZDROWIA I RADOŚCI, prosząc przy tym Tego u góry, aby pozwolił nam cieszyć się jego mopsią obecnością jeszcze przez długie lata!