Czy istnieje przepis na udany związek?

czy istnieje przepis na udany związek?

Czy istnieje przepis na udany związek?

Już jako mała dziewczynka, oglądając na ekranie telewizora przygody księżniczki Sissi, marzyłam o księciu z bajki, tak odważnym i szarmanckim, jakim był cesarz Franciszek Józef. Później przyszły fascynacje aktorami grającymi w filmach dla młodzieży. Dobrym przykładem jest tutaj aktor grający rolę „księcia” w filmie „Cinderella Story”, który poszukiwał swojego zagubionego kopciuszka. A więc najpierw patrzyłam tylko na MĘŻCZYZNĘ, a nie na związek jako tako.

Uważałam, że jak chłopak będzie chodzącym ideałem pokroju księcia i cesarzy w bajkach, to i związek, który kiedyś z kimś takim zbuduje, też będzie idealny. Patrząc jak wyglądają związki w mojej rodzinie, wśród dużo starszych przyjaciół mojej siostry, to postrzeganie się jakoś zmieniło. Zauważyłam, że potrzeba dużo pracy nad związkiem, a coś takiego jak ideał nie istnieje.

Jak sobie przypomnę, to bardzo szybko to zrozumiałam. Byłam dość spostrzegawczym i analizującym wszystko dzieckiem. Dlatego ideału nigdy nie szukałam, bo wiedziałam, że udany związek, to nie związek dwójki chodzących ideałów. A wręcz przeciwnie: ludzi z wadami, upadającymi, ale… Pracującymi nad relacją. W jaki sposób? Każdy z nas musi sam, w swoich związkach, znaleźć złoty środek. My, na przestrzeni siedmiu, prawie ośmiu, lat razem, mamy swój subiektywny przepis na udany związek. Więc tak, przepis na udany związek istnieje, a właściwie istnieją ich miliony.

Przede wszystkim szczera ROZMOWA

Nasz związek nie wyglądałby tak jak teraz, gdyby nie miliony godzin spędzonych na rozmowach. Tych trudniejszych, poważniejszych i tych bardziej błahych. Nasz związek zrodził się z przyjaźni. Na początku byliśmy tylko kumplami z klasy, później zaczęliśmy spędzać ze sobą dużo więcej czasu sam na sam, oglądając filmy, spacerując, a nade wszystko rozmawiając, a później to już relacja przeszła na kolejny poziom wtajemniczenia.

Staramy się ze sobą mówić o wszystkich. O naszych planach, marzeniach, potrzebach i emocjach. Wyjaśniamy ze sobą bieżące problemy, chociaż nie zawsze nam to wychodzi, bo oboje unosimy się dumą. Ale wiemy, że nie ma lepszego sposobu, by od razu powiedzieć drugiej osobie, co nam leży na duszy. Nie oszukujmy, będąc ze sobą tak długo, od razu wiemy, że coś nam ciśnie od środka.

Rozmowa jest uwalniająca. Daje nam poczucie, że jesteśmy dla siebie ważni. Że nasze potrzeby są ważne. Że jesteśmy wartościowi.

Ale i PRZESTRZEŃ

Chociaż czasem chciałabym mieć Kubę na wyłączność to wiem, że wówczas związek runąłby szybciej niż mi się wydaje. Jeśli byłabym partnerką, niczym Overly Attached Girlfriend z memów, to.. Tego związku już pewnie by nie było. Dajemy sobie wzajemnie czas tylko dla siebie. Czas, w którym spotykamy się ze swoimi znajomymi osobno. Czas, w którym rozwijamy swoje zainteresowania i pasje.

Wiem, że jesteśmy dla siebie bardzo ważni, ale wiem też, że w związku nie może dojść do sytuacji, gdzie tracisz poczucie niezależności i wolności. Sytuacji, w której poczujemy się wyprani z własnego ja. Sytuacji, w której w związku stracisz swoje potrzeby, marzenia i plany, na rzecz waszych wspólnych. Ważne jest, by mieć też te TYLKO SWOJE. Związek nie przekreśla szans na poczucie wolności.

Akceptacja i tolerancja

Nie sposób zbudować zdrowy, udany związek, jeśli w głębi serca nie akceptujemy wad swojego partnera. Nie akceptujemy jego pasji, zainteresowań, wyborów. Ja, zaakceptowałam fakt, że mój mąż jest teraz na etapie budowania start-upu. Jest w drodze do spełnienia swoich marzeń.  Ale nie są to marzenia łatwe do realizacji, w związku z tym poświęca im więcej czasu i energii niż czasami mnie. O jego wytrwałości pisałam tutaj. Ale jestem w tym wyrozumiała, jego decyzja o odejściu z korpo była przedyskutowana. Wiedziałam, na co się pisze i jakie mogą być zagrożenia dla naszego związku w związku z tą decyzją.

Znajdujemy jednak dla siebie czas, organizujemy go i mimo, iż jest czasami trudniej, to dzięki temu jest ciekawiej. Kuba z kolei akceptuje moją awersję do mycia naczyń i fakt, że zdarza mi się nie odłożyć rzeczy na swoje miejsce. To akurat mnie bardzo wkurza, dlatego intensywnie nad tym negatywnym nawykiem pracuję.

„Kocham Cię” słyszane kilka razy dziennie

Bardzo często mówimy sobie te zdanie. Na dzień dobry, w ciągu dnia i na dobranoc. Zdaje sobie sprawę, że nie każdemu przychodzi łatwo okazywanie uczuć. Nie każdy takie nawyki wyniósł z domu. Nie każdy z nas słyszał te słowa od rodziców, bliskich. Niektórzy nawet mogą się bać tych słów.

Dla mnie to było proste. Siadałam mamie na kolana i powtarzała mi często, że jestem jej słoneczkiem i maliną i jeżyną i misiem i tak dalej, a nade wszystko, że mnie kocha. Dla mnie było, więc naturalne, że jak kocham, to oprócz okazywania uczuć, chcę je wyrazić słowem. Dzięki nim, czuję się kochana i ważna. Wiem, że w tej wędrówce przez moje życie, nie jestem sama. Te słowa mają siłę, zwłaszcza, gdy mam gorszy dzień. I wreszcie sprawiają one, że związek staje się silniejszy.

Siła dotyku

Każdy z nas wie, jak ważny jest dla nas dotyk. Właściwie, jako przedstawiciele ssaków, potrzebujemy dotyku prawie jak tlenu. Wzmacnia to poczucie przywiązania, daje poczucie bezpieczeństwa. Więc nie może go zabraknąć w udanym związku. Takie drobne gesty jak trzymanie się za ręce, przytulanie się, owocują poczuciem bliskości i intymności. Co wpływa na jakość emocjonalną związku, jak i seksualną.

Obdarowywanie się

To może być komplement. To może być miłosny list. To mogą być kwiaty. A nade wszystko to powinien być CZAS. Czas tylko i wyłącznie dla Was. W naszym szybkim życiu często zapominamy o tym, żeby pójść z mężem na randkę. Bez telefonu, bez dzieci. Ufamy, że jest tyle innych rzeczy, które muszą być dopilnowane, a przecież trwamy w związku tyle lat, więc tutaj jest bezpiecznie, nie musimy się tym martwić.

Rzeczywistość jest taka, że o związek, nawet z trzydziestoletnim stażem, należy dbać. Obie strony powinny obdarowywać siebie nawzajem. Zaskakiwać. Być tylko i wyłącznie dla drugiej osoby.

Realizacja zdrowych nawyków

Nie zasypiać bez pogodzenia się. To numer jeden. Zdarza się, że w przypływie złości, nieumiejętności ukorzenia się i odpuszczenia kładę się sama spać. Przeżywam wówczas katorgę. Nie mogę spać, biję się z myślami. Nie idźcie spać bez pogodzenia się, choćby miały latać talerze po całym domu. Wszyscy to powtarzają, ale czasami wiem jak może być ciężko. Niemniej, rozwiązywanie konfliktów, zdrowe kłótnie, to jedno z ogniw udanego związku.

Nawyk buziaka na dobranoc, nawet, jeśli nie zasypiacie razem.

Rytuał wspólnego posiłku, chociaż jednego w ciągu dnia.

Weekendowych wyjazdów z rodziną.

Piątkowych seansów filmowych.

Opcji jest wiele, i warto wyrobić sobie jakieś wspólne nawyki i realizować je wspólnie. W końcu w kupie siła!

Wzajemne wsparcie

Nie będzie nigdy zdrowego podziału obowiązków w naszym domu. Wiem, że zawsze będę miała z tyłu głowy, że jest sobota i należy posprzątać całe mieszkanie. Jest piątek, wiec dobrze byłoby wytrymować psa. Jest poniedziałek, wiec czas na zakupy całotygodniowe. A Kuba stwierdzi, że nie chce mu się, bo i tak zaraz będzie brudno. Po co ma czyścić kabinę prysznicową, jak zaraz weźmie prysznic i znów będą widocznie zacieki.

Niemniej, wiem, że mam w nim wsparcie. Wiem, że jeśli dopuszczę go do pomocy w obowiązkach domowych to będzie. Trochę ponarzeka, ale będzie obok. I mnie w czymś wyręczy. Naciągane partnerstwo. Niemniej, wiemy oboje, że możemy na siebie liczyć. Jak Kubie podwinie się noga, ja będę obok. Szczerze sobie doradzimy i wesprzemy.

 

 

Na naszym ślubie, ksiądz wygłosił piękną homilię. Uczył nas przez trzy lata religii, obserwował naszą kwitnącą relację. I powiedział podczas tego kazania, o niepasujących do siebie skarpetkach. Nikt by się nie spodziewał, że można je ze sobą założyć, a tu.. Pasują. I taki jest nasz związek. Różnimy się bardzo. Mamy zupełnie inne zainteresowania. Ale jesteśmy razem. Kochamy się i codziennie podlewamy nasz związek. Nie jest łatwo, ale widać efekty.

A Wy, jak sądzicie: czy istnieje przepis na udany związek?