CO BY BYŁO GDYBY… to pomoc w walce z zazdrością

co by było gdyby...

Nie jestem człowiekiem idealnym, takich nie ma. Łapię się na tym, że wykręca mnie uczucie zazdrości. O czyjeś dobra materialne, o czyjeś życie, o czyjeś podróże. Zdarza mi się myśleć “co by było gdyby…”. I może się to wydawać płytkie i niezbyt rozwijające, ale nic z tych rzeczy. Dokończenia tej frazy zawsze przywracają mnie do pionu. Przypominam sobie CO MAM, a nie czego nie mam. KOGO MAM PRZY BOKU. CO OSIĄGNĘŁAM, i z czego jestem dumna. Nie mówię, że na każdego zadziałają pozytywnie, bo to wszystko zależy od tego co nam tak naprawdę w duszy gra.

CO BY BYŁO…

… gdybym dostała się na psychologię

Nie poznałabym Beatki, Nataliny i Grześka, czyli mojej wspaniałej trójki z czasów chemicznych studiów. Nie dowiedziałabym się, że potrafię nauczyć się mechanizmów biochemicznych i zdać egzamin z biochemii na piątkę i wreszcie zrozumieć Cykl Krebsa. Nie dowiedziałabym się jak obsługiwać pipetę i czym jest mieszadło miechaniczne. Nie dowiedziałabym się, że praca w labach nie jest dla mnie. Że praca z ludźmi jest dla mnie tak ważna.

A kto wie, może gdybym dostała się na psychologię miałabym po dziurki w nosie ludzi, bo widziałabym w nich tylko nierozwiązane problemy z dzieciństwa i w ogóle zatraciłabym zainteresowanie samą sobą. Nie dowiem się tak naprawdę co by wówczas było, ale nie żałuję tego co sie stało. Niosę ze sobą wiele wspomnień i mam przy boku wspaniałych ludzi.

Ale zazdrościłam swojego czasu wszystkim, którzy dostali się na te studia, a które moim zdaniem nie nadawały się tam. Bo JA tam pasowałam. Oj Marta, skąd Ty to możesz wiedzieć? No właśnie, nie mogłam tego wiedzieć.

… gdybym miała bogatych i młodszych rodziców

Uwierzcie czy nie, ale swojego czasu, za dzieciaka zdarzało mi się wstydzić za swoich rodziców. Moja mama była na wywiadówce zawsze najstarszym rodzicem, często zdarzało mi się słyszeć, że przyszłam do kościoła z dziadkiem. Było mi głupio i chciałam mieć młodszych rodziców i nadzianych, żeby cieszyć się bajerami, jakie miały moje koleżanki. Wstyd mi za to.

Gdybym miała młodszych rodziców, być może popełnili by więcej błędów wychowawczych w moim wychowaniu. Mogłabym wyrosnąć na rozpieszczoną, rozkapryszoną dziewuchę, dla której liczy się tylko nowa komórka i to wszystko. Nie mogłabym korzystać z wszystkich złotych rad usłyszanych od taty, bo jak wiemy wszyscy mężczyzni z reguły pozniej dorastają do tacierzyństwa. Mój tata był gotów do tej roli. Był wspaniałym ojcem. I ani jego, ani mamy nie zamieniłabym na innych. Wiele wyniosłam z domu. I nie były to dobra materialne, ale dobra duchowe.

… gdybym nie mieszkała w Polsce

Widząc czasami jak żyją ludzie za granicą to im zazdroszczę. Widoków, słońca, lepszych zarobków. Ale to jest takie złudne, bo wystarczy, że wypuszczę się z domu i widzę też piękne widoki, góry, lasy, morze.. Polska jest piękna. Gdybym nie mieszkała w Polsce to nie miałabym szansy spotkać na swej drodze mojego męża. Poznać muzyki Dawida Podsiadło. No i nie wiadomo czy w innym miejscu na świecie mogłabym pozwolić sobie chociażby na komputer, z którego mogę pisać.

…. gdybym zarabiała więcej hajsów

Być może byłabym zapatrzonym w siebie bucem, który widzi tylko kolejne szczeble kariery do osiągnięcia, kolejne wymarzone zera dopisane do jedynki na swoim koncie? Nie miałabym czasu dla siebie, dla męża, dla psa. Nie doceniałabym tego co niematerialne. Nie byłabym taka empatyczna jak dzisiaj. Nie umiałabym wykorzystywać tego co mam. Marnowałabym jedzenie, zjadałabym swoich przyjaciół- zwierzęta? Nie wiem. To jest tylko snucie.. Ale cieszę się z tego co mam.

…. gdyby miało nie być jutra

Jeszcze tak wiele muszę się nauczyć. Między innymi tego, aby uwierzyć w siebie wreszcie i przestać marnować uciekający mi czas. Bo jutro może nie nadejść, a ja tak często blokuje się w rozwijaniu swoich pasji, szukaniu ich, bo martwię się, że nie podołam, że odniosę porażkę, zawracam sobie głowę pierdołami. Martwię się co pomyślą o mnie inni, myślę o rozmowie w pracy, która była niewesoła. Ale czy to ma jakieś znaczenie w kontekście końca życia tutaj na ziemi? No właśnie nie… Znaczenie mają dla mnie relacje z rodziną, przyjaciółmi. Pomoc innym. Podróżowanie, eksplorowanie, dzielenie się dobrem.

I może te wizje wyglądają nieco przerażająco, albo możecie pomyśleć, że jestem zazdrosną materialistką, ale pracuje nad sobą. Z każdą moją odpowiedzią na “co by było..” staję się bardziej świadoma. Bardziej wdzięczna. I szczęśliwsza, a oto chyba w tym wszystkim chodzi, no nie? A jeśli o wdzięczności mowa, może Was zainteresować TO.

Odpowiedź na: CO BY BYŁO GDYBY… to pomoc w walce z zazdrością. Te odpowiedzi pozwalają mi się ocknąć i iść dalej. W swojej skórze i w swoim życiu.

Życzę Wam i sobie, aby z wszystkiego wyciągać to co dobre, nie zawracać sobie głowy przeszłością i nie martwić się na zapas. No bo co by było, gdyby w ogóle nas nie było. NIC. A tak możemy się cieszyć tym co mamy. Chociażby swoim życiem.