Cichy refluks u niemowlaka-nasza historia

cichy refluks u niemowlaka

O objawach cichego refluksu pisałam TUTAJ. 

Już dawno temu miałam zabrać się za dokończenie tego posta, ale jak to w życiu bywa, są sprawy ważne i ważniejsze.

Zwłaszcza, że nasze dziecko należy bardziej do wymagających dzieci, niż tych uważanych za ciche i „grzeczne”.

Cichy refluks u niemowlaka- nasza historia

Zoja nie ulewała na zewnątrz, zdarzyło jej się może z dwa razy, gdy była jeszcze noworodkiem. Więc do głowy mi nie przyszło, że może ją dotyczyć problem refluksowy. Zawsze myśłałam, że to przecież głównie tak się objawia. Ale szukać przyczyn ciągłego płaczu, prężenia, niespania musiałam.

Tak naprawdę do rozważenia kwestii czy moje dziecko cierpi na chorobę refluksową zmusiła mnie sytuacja mojej koleżanki. Która również zmagała się z tym problemem i to dopiero ona zachęciła mnie, żeby na własną rękę wykonać jej USG brzuszka pod kątem refluksu. To nie jest badanie, które w 100% potwierdzi Twoje obawy Rodzicu. Ale jest to pierwszy krok, by sprawdzić, czy coś jest na rzeczy. Istotny jest tu kąt Hisa.

No i u nas wyglądało to tak, że najpierw pan doktor sprawdził jej brzuszek na czczo, a później zaraz po nakarmieniu Młodej piersią. Tak się szczęśliwie złożyło, że od razu po przyłożeniu sondy, było widać na obrazie USG jak pokarm idzie w górę, po czym Zoja połyka z powrotem kwaśną treść.

Niestety, już lepiej byłoby gdyby ulała na zewnątrz, nie podrażniając przełyku, wtedy można by było ją zapewne nazwać SZCZĘŚLIWYM ULEWACZEM (bo takie dzieci są, refluks nie powoduje u nich bólu, jest fizjologiczny i nie wymaga pomocy).

Dalsze leczenie- mniej inwazyjne

Z wynikiem USG udaliśmy się do naszej zaufanej pani Pediatry, która już od jakiegoś czasu, próbowała pomóc naszej córce. Mieliśmy wcześniej włączony espumisan i laktulozę (młoda miała oprócz tego problemy ze wzdęciami i wypróżnianiem).

Jej rozjaśnił się obraz w głowie. Pierwszym krokiem, mało inwazyjnym, był gastrotuss baby (po karmieniu) i zagęszczacz Nutrition (chyba tak się to nazywało), przed każdym karmieniem piersią. Więc było to co najmniej upierdliwe. I niestety nie przynosiło to znaczącej poprawy.

Na własną rękę zaczęłam też po kolei eliminować grupy produktów z mojej diety (jeszcze przed spotkaniem z pediatrą).

 

Dalsze leczenie- grubsza artyleria

Po jakimś czasie, gdy już naprawdę było fatalnie. Byliśmy wykończeni i zrezygnowani, pani doktor zaproponowała nam kolejne rozwiązanie. Przejście na mleko dla alergików- Nutramigen oraz Helicid (ulotka przerażała i nadal przeraża), ale po rozmowie i uspokojeniu przez lekarza- zgodziliśmy się. Czuliśmy, że nie mamy wyjścia.

Szybko odstawiłam dziecko od piersi (odciągałam pokarm, gdyby Nutramigen nie zdał egzaminu), co poskutkowało moim kolejnym kryzysem emocjonalnym. Tym razem stricte osobistym. Nie polecam tego robić, ale zrobiłam wówczas to, na co miałam zasoby i to co czułam, że przyniesie ulgę dziecku.

I u nas.. Pomogło. Była znacząca poprawa.

Mimo moich wyrzutów sumienia spowodowanych faktem, że moje dziecko dostaje całą gamę leków, że odstawiłam ją od piersi (co jest przecież tak wartościowym pokarmem), czułam, że tak musiało się stać, by znależć tę drogę.

Później trafiliśmy już do pani gastrolog/ alergolog, przy której boku, stopniowo schodziliśmy z farmakoterapii, zostając tylko na mleku. A gdyby to nie dało poprawy, poszłaby w ruch phmetria. Ale na całe szczęście, nie widzieliśmy potrzeby. Były, i nadal są, gorsze dni, ale to już nie jest ten płacz, co był kiedyś.

Poboczne leczenie

Oczywiście w międzyczasie działy się inne próby szukania ratunku dla Zoi.

Zaliczyliśmy osteopatę. Który pewnie pomógłby nam również, gdyby nie fakt, że jednorazowa wizyta wyniosła nas 300 zł, a na efekt pewnie musielibyśmy dłużej poczekać. Osteopata wyjaśnił nam, że problemy refluksowe u niemowląt wzmagają się często, gdy dziecko ma wzmożone napięcie w obręczy barkowej np. po trudnym porodzie (my mieliśmy kleszcze) lub po cesarce.

Ba, byliśmy nawet na biorezonansie, czyli już w ogóle alternatywna metoda leczenia. Nam nie pomogło, ale znam dwie mamy, dla których ta metoda okazała się ratunkiem (a nie możemy chyba mówić o efekcie placebo jeśli chodzi o niemowlęta).

Fizjoterapia, poduszka klin, noszenie w pozycji jak najbardziej pionowej.

Niestety nie ma złotego środka

Wszystkim rodzicom, którzy do mnie napisali, powtarzam, że nie ma złotego środka w przypadku tej przypadłości. Jednym pomoże to, innym tamto.. Ale co pewne, na pewno pomaga CZAS. Chociaż wiem, że w obecnej chwili nie jest to dla Was pocieszeniem. Dla nas też nie było. Ale byliśmy tam gdzie Wy, wiemy jak to jest, i mocno Was wspieramy.

Pamiętajcie o sobie

Walka o spokojny sen, o zaprzestanie bólu u swojego dziecka jest wyczerpująca. Więc pamiętajcie o sobie. O odpoczynku. Nie bójcie się prosić o pomoc rodzinę, przyjaciół, jeśli tylko macie kogoś obok. Schowajcie dumę do środka. Ja bardzo żałuję, że my byliśmy w tej walce sami. Mi pomogła terapia i historie innych rodziców, którzy już to przeszli. Trzymajcie się ciepło.

 

Powyższe informacje są pisane przez mamę, a nie lekarza. Nie róbcie nic bez zgody Waszego lekarza. Wszystko konsultujcie z pediatrą lub innym specjalistą. W końcu chodzi o Waszego Maluszka. Powyżej macie tylko naszą historię, która może nakreślić Wam dalszą drogę, ale nie musi.