Boję się zrobić prawo jazdy- jak pokonać lęk i stres związany z prawem jazdy

boję się zrobić prawo jazdy

Piszę ten wpis, ponieważ nie raz w swoim życiu googlowałam podobne frazy, szukając wsparcia i zrozumienia osób, które są w podobnej sytuacji. Ja prawo jazdy w kieszeni już mam, dlatego chciałabym móc pomóc innym. Głównie kobietom, bo statystycznie ten lęk pojawia się częściej u płci pięknej.

Boję się zrobić prawo jazdy- skąd się wzięły moje lęki?

Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie skąd się wzięły te moje lęki w głowie. Dlaczego się boję? Kiedy te maniakalne myśli zaczęły przychodzić, kto lub co jest źródłem tego problemu?

W moim przypadku historie były trzy.

Po pierwsze

w mojej rodzinie, na szczęście nie tej najbliższej, zwykło się mówić, że kobiety się nie nadają do jazdy samochodem. Że jeżdżą jak „du*y wołowe”, nie potrafią parkować i są źródłem całego nieszczęścia na drogach. I przesiąkałam tymi bzdurami od dziecka. Początkowo podchodziłam do tego bezrefleksyjnie, a w momencie gdy zaczął się sezon na robienie prawka w szkole, myślałam o tym obsesyjnie. Dziękuję rodzino!

Druga sytuacja,

która utkwiła mi w głowie i kazała mi myśleć o tym, że kierowcą nigdy nie będę, na pewno Was rozśmieszy.

Miałam może z 10 lat i akurat była karuzela w moim małym mieście. W skarbonce miałam jeszcze jakieś pieniądze od ostatnich urodzin i razem z koleżankami postanowiłyśmy pójść na takie samochodziki- zderzaki, na pewno wiecie o co chodzi. Każda z nas wzięła swoje autko i z nadzieją wspaniałej zabawy, zaczęłam kręcić kierownicą. No i niestety szybko okazało się, że nie jadę do przodu jak moje koleżanki, tylko… kręcę się w kółko. Nie potrafiłam zapanować nad tą maszyną. Już wtedy, po powrocie z głupiej karuzeli, oznajmiłam mamie z płaczem, że nigdy nie będę miała prawa jazdy (na marginesie Wam powiem, że do dzisiaj nie spróbowałam na nowo tej formy rozrywki w lunaparku, nawet jako dorosła już kobieta).

Po trzecie,

swojego czasu, już po mojej karuzelowej traumie, weszłam za stery zielonego cinquecento. Oczywiście za namową ukochanego taty. Miałam może wtedy z czternaście lat.

Byłam już na samym początku na NIE. Niby ruszyłam, ale zbyt gwałtownie. Słyszałam tylko „hamulec!”, więc wcisnęłam ten pedał jeszcze gwałtowniej. I skończyłam naukę, szybko się poddając i włączając mojego wewnętrznego krytyka.

Po tych zdarzeniach żyłam w przeświadczeniu, że ja się do tego nie nadaję. Że głosy rodziny były jednak prawdziwe. Nikt nigdy mnie tego nie nauczy, a jak jakimś cudem wsiądę kiedyś do „elki” to przejadę pieszego, nie mówiąc już o tym ile razy strąbią mnie inni kierowcy.

Te myśli powodowały u mnie obsesyjne myśli, co raz to bardziej czarnowidzące, wręcz absurdalne. Więc temat poczekał, aż do ukończenia licencjatu. Nadal nie mogę uwierzyć, że już jako dziecko miałam oznaki zaburzeń obsesyjno- kompulsywnych.

Moja droga do prawa jazdy

Żadnym argumentem zapisania się na kurs na prawo jazdy nie były dla mnie naciski rodziców czy znajomych. Żadnym. Strach i lęk były silniejsze. Ja po prostu tego nie chciałam, nie byłam gotowa. Irytowały mnie relacje kolegów z klasy jak to zdali prawko i jak to super jest być kierowcą. Oczywiście, że im zazdrościłam, ale nawet nie myślałam o kursie.

Poczułam, że chcę mieć prawko w kieszeni jakoś mimowolnie. Samoistnie. Aż dziwnie. W ogóle o tym nie myślałam, ale mieszkałam w Poznaniu, blisko WORD ‘u i „elki” roiły mi się w oczach. Chyba odezwała się do mnie podświadomość. Poczułam taką chęć, podnietę, mimo całego kontrataku moich toksycznych myśli. Chciałam to zrobić dla SIEBIE.

Prawie nikt od ponad pięciu lat nie namawiał mnie do tego, temat zniknął z mojego życia na dłuższy czas. Pomyślałam o wszystkich zaletach posiadania tego dokumentu w kieszeni, o samodzielności, niezależności i wolności, jakie mogę dzięki temu zyskać. O końcu marznięcia zimą na dworcu, o przejażdżkach z moich psem.  Szybko przeanalizowałam z moim narzeczonym swoje finanse i od razu postanowiłam zapisać się na kurs. Byliśmy wtedy przed wyjazdem, więc wiedziałam, że rozpocznę przygodę po naszym powrocie, ale nie mogłam zwlekać. Za bardzo siebie znam, po powrocie mogłabym już tego nie zrobić. A tak zapłaciłam, i to nie mało, a z moim szacunkiem do pieniędzy wiedziałam, że skoro tyle zainwestowałam, to odwrotu nie ma i trzeba zacząć przestawienie!

Pamiętam każdą z moich jazd. Każdą. Nie tylko pierwszą. Przed każdą z nich denerwowałam się tak samo, mimo iż oswajałam się z autem i sytuacją na drodze. Już podczas samych jazd czułam się z lekcji na lekcji coraz pewniej. Pamiętam jak spinałam się w sobie i jechałam tramwajem na jazdy z wizją najgorszego. Najgorsze się jednak nigdy nie stało.

Starałam się jeździć co drugi dzień, jak grafik pozwalał. Rankiem i popołudniami, żeby zobaczyć różnicę i być gotową na wszystko. Na początku nie szło na placu. Górka była moja zmorą. Za szybko odpuszczałam sprzęgło, ale ćwiczyłam. Na drodze szło mi super, ronda nie sprawiały mi żadnego problemu, jedynie parkowanie było dla mnie problematyczne. Nie wierzyłam, że się zmieszczę, nie wiedziałam, kiedy zacząć kręcić kierownicą. O jaki kąt. Przez tę traumę z karuzeli to kierownica była dla mnie zawsze najgorszym ogniwem w samochodzie, problemem wcale nie była koordynacja zmiany biegów, uważność na drodze. Ale dotrwałam i poszłam na egzamin i jeden i drugi.

Jak zminimalizować lęk przed jazdami i egzaminem?

  • Wybierz dobrą, ba, najlepszą szkołę jazdy w okolicy! W końcu najbardziej boimy się tego, co nieznane. A zakładam, że nie wiesz jak działa sprzęgło i po co w ogóle nam biegi. Jeżeli trafisz na instruktora, który wyłoży Ci wiedzę teoretyczną i praktyczną w sposób przystępny, to gwarantuję Ci, że poczujesz się lepiej- przynajmniej na chwilę;
  • Załóż sobie, że zawsze jest możliwość dokupienia jazd przed egzaminem, aby zwiększyć Twój komfort psychiczny. Te trzydzieści godzin to naprawdę mało! To nieco ponad doba. Ja założyłam sobie, że jeśli po dwudziestej godzinie jazdy nie poczuję się pewnie, to dokupię sobie jazdy. I mimo, iż mój instruktor twierdził, że tych godzin nie potrzebuje, to od razu wydłużyłam sobie terminarz naszych wspólnych jazd. Uspokoiło mnie to.
  • Ćwicz! Nie czujesz się pewnie w parkowaniu? Ćwicz i jeszcze raz ćwicz! Porozmawiaj z instruktorem, na pewno Cię zrozumie i poświęci Tobie więcej czasu na trening tego zagadnienia.
  • Proponuję Ci wybrać osobny termin na egzamin teoretyczny i praktyczny; możesz pomyśleć, że nie chcesz tam iść dwukrotnie, ale uwierz, że będziesz miał mniej w danym dniu na swoich barkach i będziesz miał więcej energii na każdy z egzaminów osobno.
  • Przed każdą jazdą lub egzaminem weź kartkę i długopis. Wypisz wszystkie swoje toksyczne myśli i scenariusze, a obok kontr myśli. Na przykład: „a co jeśli spowoduje wypadek?” „nie spowodujesz, obok jest instruktor, po to aby w porę zareagował, poza tym jeździsz bezpiecznie i wszystko będzie ok!”; taki monolog, ale z przyjacielem, a nie z wrogiem!
  • Po skończonej lekcji skup się na tym, co Ci się dziś udało. Pamiętam, że po moich jazdach dostawałam pochwały od nauczyciela, a ja i tak skupiałam myśli na tym co mi nie wyszło i dogryzałam sobie cały czas. Kiedyś powiedziałam o tym instruktorowi i uspokoił mnie, mówiąc ze nie ma idealnych kierowców, a ja się dopiero uczę i ważne jest żebym świętowała każdy mój sukces na drodze.
  • Przed spaniem, w noc przed jazdą czy egzaminem, zamiast wyobrażać sobie czarne scenariusze, wizualizuj jak odbierasz swoje prawko i jeździsz po tych rondach jak boss- uwierz, że to naprawdę może się stać!
  • Oddychaj spokojnie– jak ja wsiadałam do „elki” i krótko przed, czułam jak drżą mi ręce, boli mnie brzuch i jest mi słabo. Wtedy zamykałam oczy i głęboko oddychałam (oczywiście przed uruchomieniem silnika!) I było mi zawsze ciut lepiej!
  • Zrozum, że myśli to tylko myśli– rodzą się w Twoim umyśle, ponieważ ta przygoda jest dla Ciebie zmianą, wychodzisz ze strefy komfortu i Twoja podświadomość nie wie co może Cię tam spotkać. A jej zadaniem jest dbanie o Twoje bezpieczeństwo. Jak nie wie jak Ci je zapewnić, uruchamia się strach. Zrozum ten mechanizm. Dotyka każdego. Na szczęście strefa komfortu się poszerza z każdym naszym doświadczeniem. Umysł uczy się, zapamiętuje, i jego obawy są coraz mniejsze. Robisz to wszystko dla siebie, a rozwój osobisty to nic innego jak przekraczanie tej strefy komfortu! Poradzisz sobie, dasz sobie radę, do dzieła! Jeśli jednak obawy są za duże, pamiętaj, że zawsze możesz liczyć na pomoc psychoterapeuty. Oni naprawdę potrafią pomóc.

Wielokrotnie chciałam to wszystko przerwać. Na każdą jazdę szłam jak na skazanie, a w drodze na egzamin myślałam, że skręcę w inną ulicę i ucieknę. Dlatego zawsze odprowadzał mnie tam mój obecny mąż. Teorię zdałam za pierwszym razem. Praktykę za drugim. Oba egzaminy wspominam miło. Mimo całego lęku, nieprzespanych nocy, sam egzamin nie był koszmarem. Egzaminatorzy byli uprzejmi, wystarczyło tylko złapać z nimi wspólny język i nie wychylać się za bardzo. Lubią pokorę, ale i pewność siebie. W dniu zdania egzaminu, na drodze byłam pewna, dopóki nie popełniłam pierwszego błędu. Później pojawił się drugi. Wiec mogłabym to ulać, mimo iż nie były to super występki. Ale egzaminator dał mi ten papierek. Dziękowałam mu, że nie muszę przechodzić przez to małe, moje własne wewnętrzne piekiełko jeszcze raz.

Więc mówię Wam: nie bójcie się! Chociaż spróbujcie, może nie pokochacie jeździć autem, ja się nie przepadam na przykład, ale warto mieć ten papierek w kieszeni. Jak ja pokonałam swój strach to i Wam się uda! Jeśli chcielibyście o tym wszystkim ze mną porozmawiać, śmiało! Jeśli macie jakieś pytania, proszę piszcie. Jeszcze nie dawno ja szukałam takiego wsparcia.

Powodzenia i odwagi!